Obudziło mnie miauczenie kota. Captor siedział na znajdującej się obok poduszce. Wpatrywał się swoimi morderczymi oczami. Zerknąłem na zegarek. Szósta. Kocur czekał na śniadanie. Wstałem z łóżka i udałem się do kuchni. Zwierzak podreptał za mną. Z zadowoleniem przysiadł niedaleko swojej miski, gdy wsypywałem mu karmę. Pogłaskałem go delikatnie po głowie. Podniósł na chwilę swój wzrok, po czym wrócił do jedzenia. Na siódmą mam do pracy. Dzienna zmiana jest moją ulubioną. Robota nocą jest bardziej uciążliwa. Wiele osób wtedy jest bardziej wstawiona. Prawie każdy się do mnie klei i próbuje wyżebrać ode mnie darmowego drinka, a tak się bawić nie będziemy. Przebrałem się i zjadłem szybkie śniadanie. Czeka mnie jeszcze dziesięć minut spacerem do klubu. Chwyciłem klucze i wyszedłem z domu. Nie lubię się spóźniać, więc w pracy zazwyczaj jestem wcześniej. Tak jak dzisiaj - przyszedłem przed resztą personelu. Zostawiłem w szafce na zapleczu swoje rzeczy i przy barze postanowiłem poczekać na innych.
Życie w klubie rozpoczyna się dopiero koło dziesiątej. Przez resztę czasu pilnujemy przybytku lub uzupełniamy różnorakie braki w produktach. Siedziałem za barem i przyjmowałem pierwsze zamówienia. Na stanowisku barmana zazwyczaj byłem sam. Oczywiście nie doliczam tutaj Greg'a, który pracuje na drugiej zmianie. Co jakiś czas pojawiał się tutaj jakiś praktykant, ale nie zagrzał sobie miejsca na długo. Mimo tego, że moje zajęcia nie są wyczerpujące, tak jak wszyscy, najbardziej oczekuję przerwy. Ta niestety nie była tak wspaniała jak poprzednie. Wchodząc do zaplecza zaczepił mnie szef.
- Marshall - usłyszałem swoje nazwisko. - Pan Greg dziś nie może stawić się w pracy. Liczę na twoje zaangażowanie. Mogę liczyć, że zostaniesz na drugą zmianę? Oczywiście, nie za darmo.
- Jasne, zostanę - zgodziłem się. Co mogę zrobić? Zależy mi na tej posadzie, a dostanę większe wynagrodzenie. Zapowiada się więc męczarnia na nocnej zmianie. Świetnie. Wróciłem na przerwę. Martwiłem się trochę o kota. Nie mogę wyjść z pracy, aby sprawdzić, czy ma pod dostatkiem jedzenia. Szczęściem w nieszczęściu jest to, że Captor sam potrafi się dobrać do swojej karmy. Nic mu nie będzie.
Rozpoczęła się nocna zmiana. W klubie nagle zrobił się tłum. Spojrzałem na to niezadowolony. Jedna z kelnerek posłała mi wymowne spojrzenie. "Nie zabijaj naszych gości wzrokiem". Posłałem więc jej sztucznych, aczkolwiek uważam, że bardzo przekonujący uśmiech. Zacząłem robić pierwsze napoje zamówione przez klientów. Jednym wielkim minusem nocnej zmiany jest głośna muzyka i migające światła. To strasznie rozprasza. Czasem też mam problem z dosłyszeniem zamówienia. Ma też jeden wielki plus. Napiwki! Za dnia mało osób pamięta o tym. Jednak później, gdy wszyscy są wstawieni, już nie żałują rzucić do słoika drobnych. To lepsze niż wypłata.
Skończyłem właśnie robić kolejnego drinka. Odwróciłem się do gościa i chciałem podać kieliszek. Pech chciał, że klient niefortunnie się odwrócił i wylał zawartość naczynia na moje spodnie. Nie mam pojęcia jak to się właściwie stało. Niestety nigdy nie przyszło mi do głowy aby wziąć ze sobą zapasową parę spodni! Przekląłem pod nosem i spojrzałem w stronę sprawcy tego niespodziewanego wypadku.
<Ktoś?>
Życie w klubie rozpoczyna się dopiero koło dziesiątej. Przez resztę czasu pilnujemy przybytku lub uzupełniamy różnorakie braki w produktach. Siedziałem za barem i przyjmowałem pierwsze zamówienia. Na stanowisku barmana zazwyczaj byłem sam. Oczywiście nie doliczam tutaj Greg'a, który pracuje na drugiej zmianie. Co jakiś czas pojawiał się tutaj jakiś praktykant, ale nie zagrzał sobie miejsca na długo. Mimo tego, że moje zajęcia nie są wyczerpujące, tak jak wszyscy, najbardziej oczekuję przerwy. Ta niestety nie była tak wspaniała jak poprzednie. Wchodząc do zaplecza zaczepił mnie szef.
- Marshall - usłyszałem swoje nazwisko. - Pan Greg dziś nie może stawić się w pracy. Liczę na twoje zaangażowanie. Mogę liczyć, że zostaniesz na drugą zmianę? Oczywiście, nie za darmo.
- Jasne, zostanę - zgodziłem się. Co mogę zrobić? Zależy mi na tej posadzie, a dostanę większe wynagrodzenie. Zapowiada się więc męczarnia na nocnej zmianie. Świetnie. Wróciłem na przerwę. Martwiłem się trochę o kota. Nie mogę wyjść z pracy, aby sprawdzić, czy ma pod dostatkiem jedzenia. Szczęściem w nieszczęściu jest to, że Captor sam potrafi się dobrać do swojej karmy. Nic mu nie będzie.
Rozpoczęła się nocna zmiana. W klubie nagle zrobił się tłum. Spojrzałem na to niezadowolony. Jedna z kelnerek posłała mi wymowne spojrzenie. "Nie zabijaj naszych gości wzrokiem". Posłałem więc jej sztucznych, aczkolwiek uważam, że bardzo przekonujący uśmiech. Zacząłem robić pierwsze napoje zamówione przez klientów. Jednym wielkim minusem nocnej zmiany jest głośna muzyka i migające światła. To strasznie rozprasza. Czasem też mam problem z dosłyszeniem zamówienia. Ma też jeden wielki plus. Napiwki! Za dnia mało osób pamięta o tym. Jednak później, gdy wszyscy są wstawieni, już nie żałują rzucić do słoika drobnych. To lepsze niż wypłata.
Skończyłem właśnie robić kolejnego drinka. Odwróciłem się do gościa i chciałem podać kieliszek. Pech chciał, że klient niefortunnie się odwrócił i wylał zawartość naczynia na moje spodnie. Nie mam pojęcia jak to się właściwie stało. Niestety nigdy nie przyszło mi do głowy aby wziąć ze sobą zapasową parę spodni! Przekląłem pod nosem i spojrzałem w stronę sprawcy tego niespodziewanego wypadku.
<Ktoś?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz