Spojrzałem na nią, a następnie na niebo. Krople deszczu coraz intensywniej uderzały w chodnik, robiąc w niektórych miejscach kałuże. Nie miałbym nic przeciwko zmoknięciu, no ale chyba nie wypada tak ją olać teraz? Dlatego też podniosłem się z miejsca.
- Mam samochód przed parkiem, mogę Cię podwieźć. - zaproponowałem.
- Nie wiem, nie znam Cię... - skrzywiła się lekko.
- Daniel. - podałem jej rękę.
- Angelika. - po chwili odwzajemniła gest.
- No, to teraz już mnie znasz. Jedziemy? - uśmiechnąłem się delikatnie, mało zauważalnie.
Po dłuższej chwili namysłu dziewczyna skinęła głową, ruszyliśmy więc w stronę mojego auta, które stało nieopodal. Otworzyłem jej drzwi od strony pasażera, a kiedy wsiadła, zamknąłem je i zająłem swoje miejsce. Przeczesałem jeszcze mokre włosy dłonią.
- To gdzie? - spytałem a dziewczyna podała mi adres, pod który miałem ją zawieźć.
Skinąłem głową i odpaliłem silnik i ruszyliśmy. Na drodze było bardzo mało aut, co się dziwić... jest bardzo późno. W mniejszych miasteczkach zapewne przejedzie jedno auto na godzinę o tej porze, można spokojnie jeździć rowerem po środku drogi. A przynajmniej ja zawsze tak robiłem, gdy jako dziecko jeździłem na wakacje, na kilka dni do dziadka. W kilka minut dojechaliśmy na miejsce, stanąłem tuż przed wejściem do kamienicy.
- Dzięki. - uśmiechnęła się lekko, odpinając pasy.
- Drobiazg. - odwzajemniłem gest.
Angelika?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz