niedziela, 3 września 2017

Zamykamy

Blog zostaje oficjalnie zamknięty, 0 aktywności mojej jak i waszej + nie było zbyt wielu chętnych. Dziękuję wszystkim, którzy chociaż spróbowali.

poniedziałek, 31 lipca 2017

Od Gabriela

Obudziło mnie miauczenie kota. Captor siedział na znajdującej się obok poduszce. Wpatrywał się swoimi morderczymi oczami. Zerknąłem na zegarek. Szósta. Kocur czekał na śniadanie. Wstałem z łóżka i udałem się do kuchni. Zwierzak podreptał za mną. Z zadowoleniem przysiadł niedaleko swojej miski, gdy wsypywałem mu karmę. Pogłaskałem go delikatnie po głowie. Podniósł na chwilę swój wzrok, po czym wrócił do jedzenia. Na siódmą mam do pracy. Dzienna zmiana jest moją ulubioną. Robota nocą jest bardziej uciążliwa. Wiele osób wtedy jest bardziej wstawiona. Prawie każdy się do mnie klei i próbuje wyżebrać ode mnie darmowego drinka, a tak się bawić nie będziemy. Przebrałem się i zjadłem szybkie śniadanie. Czeka mnie jeszcze dziesięć minut spacerem do klubu. Chwyciłem klucze i wyszedłem z domu. Nie lubię się spóźniać, więc w pracy zazwyczaj jestem wcześniej. Tak jak dzisiaj - przyszedłem przed resztą personelu. Zostawiłem w szafce na zapleczu swoje rzeczy i przy barze postanowiłem poczekać na innych.
Życie w klubie rozpoczyna się dopiero koło dziesiątej. Przez resztę czasu pilnujemy przybytku lub uzupełniamy różnorakie braki w produktach. Siedziałem za barem i przyjmowałem pierwsze zamówienia. Na stanowisku barmana zazwyczaj byłem sam. Oczywiście nie doliczam tutaj Greg'a, który pracuje na drugiej zmianie. Co jakiś czas pojawiał się tutaj jakiś praktykant, ale nie zagrzał sobie miejsca na długo. Mimo tego, że moje zajęcia nie są wyczerpujące, tak jak wszyscy, najbardziej oczekuję przerwy. Ta niestety nie była tak wspaniała jak poprzednie. Wchodząc do zaplecza zaczepił mnie szef.
 - Marshall - usłyszałem swoje nazwisko. - Pan Greg dziś nie może stawić się w pracy. Liczę na twoje zaangażowanie. Mogę liczyć, że zostaniesz na drugą zmianę? Oczywiście, nie za darmo.
- Jasne, zostanę - zgodziłem się. Co mogę zrobić? Zależy mi na tej posadzie, a dostanę większe wynagrodzenie. Zapowiada się więc męczarnia na nocnej zmianie. Świetnie. Wróciłem na przerwę. Martwiłem się trochę o kota. Nie mogę wyjść z pracy, aby sprawdzić, czy ma pod dostatkiem jedzenia. Szczęściem w nieszczęściu jest to, że Captor sam potrafi się dobrać do swojej karmy. Nic mu nie będzie.
Rozpoczęła się nocna zmiana. W klubie nagle zrobił się tłum. Spojrzałem na to niezadowolony. Jedna z kelnerek posłała mi wymowne spojrzenie. "Nie zabijaj naszych gości wzrokiem". Posłałem więc jej sztucznych, aczkolwiek uważam, że bardzo przekonujący uśmiech. Zacząłem robić pierwsze napoje zamówione przez klientów. Jednym wielkim minusem nocnej zmiany jest głośna muzyka i migające światła. To strasznie rozprasza. Czasem też mam problem z dosłyszeniem zamówienia. Ma też jeden wielki plus. Napiwki! Za dnia mało osób pamięta o tym. Jednak później, gdy wszyscy są wstawieni, już nie żałują rzucić do słoika drobnych. To lepsze niż wypłata.
Skończyłem właśnie robić kolejnego drinka. Odwróciłem się do gościa i chciałem podać kieliszek. Pech chciał, że klient niefortunnie się odwrócił i wylał zawartość naczynia na moje spodnie. Nie mam pojęcia jak to się właściwie stało. Niestety nigdy nie przyszło mi do głowy aby wziąć ze sobą zapasową parę spodni! Przekląłem pod nosem i spojrzałem w stronę sprawcy tego niespodziewanego wypadku.
<Ktoś?>

sobota, 29 lipca 2017

Gabriel Marshall

Godność: Gabriel Marshall
Wiek: 20 lat
Urodziny: 18 stycznia
Pochodzenie: Gabriel urodził się w Australii, dokładnej w stolicy - Canberze.
Praca: Pracuje za barem w klubie, który znajduje się niedaleko jego domu.
Płeć: Mężczyzna
Orientacja: Biseksualny
Motto: "Mali ludzie czerpią olbrzymią radość z błędów i gaf popełnianych przez ludzi wielkich."
Aparycja: Gabriel jest osobą niewyróżniającą się z tłumu. Posiada równy metr siedemdziesiąt pięć. Nigdy nie zakłada garniturów. Lubi ubrania luźne, w których zawsze jest wygodnie. Nigdy nie zapomina o swoich glanach. Jego włosy i oczy są w podobnym odcieniu brązu. Wspomnę również o dosyć jasnej karnacji chłopaka. Gabriel ma szczupłą, delikatnie umięśnioną sylwetkę. Błędem młodości mogę nazwać zrobiony za namową kolegów tatuaż na nadgarstniku.
Charakter: Szukasz osoby, którą wiecznie będzie przepełniał entuzjazm? Myślisz o przyjacielu na całe życie? Przykro mi, źle trafiłeś. Gabriel - stojący na uboczu, obserwujący otoczenie. Nie lubi wokół siebie tłoku, hałasu. Rzadko się odzywa, nie ciągnie bezsensownych rozmów. Jest osobą niesamowicie spokojną i cierpliwą. Musisz być kimś wyjątkowo denerwującym, aby wyprowadzić go z równowagi. Ciężko nawiązać z nim jakikolwiek kontakt. Wydaje się, że Gabriel izoluje się od ludzi. Niezaprzeczalnie, nie przepada za byciem w centrum uwagi, jednak nie oznacza to, że czasem i on nie potrzebuje z kimś porozmawiać. Zdecydował się na pracę w klubie, aby poznawać nowych ludzi i chociaż trochę "korzystać z życia". Chłopak miewa swoje humory. Spotkamy go ponurego, a po chwili uda się go rozbawić do łez. Po chwili ponownie popadnie w melancholię. Gabriel strasznie ufa ludziom. Każdemu daje szansę, którą bardzo łatwo stracić. Nigdy nie wchodzi do tej samej rzeki. Sam jest wierny swoim przyjaciołom. Wspomnę o nienawiści chłopaka do kłamstw. Sam stara się być szczery i tego samego oczekuje od innych. Właściwie często "zachowa jakąś informację dla siebie". Można ją z niego oczywiście wyciągnąć, ale tylko po alkoholu. Na trzeźwo nie jest zbyt wylewny. Ma słabą głowę. Czasem lubi sobie popić, wtedy zmienia się całkowicie. Jest śmiały, przyjacielski i stara się rozśmieszyć wszystkich. Znika cała jego niepewność i przestaje myśleć racjonalnie. Na drugi dzień przysięga sobie "Nigdy więcej". A i tak to nic nieznacząca obietnica. Wróćmy do trzeźwego Gabriela. Jest on trochę zbyt nadopiekuńczy. Wszędzie widzi minusy. Typowy pesymista. Bywa przewrażliwiony. Chłopak każdą ze swoich decyzji musi dokładnie przemyśleć. Boi się popełniać błędy. Nie lubi przegrywać i stara się być wszędzie pierwszy. Jak to się mówi "po trupach, a do celu". To określenie idealnie do niego pasuje. Gabriel jest odpowiedzialny. Wszystkie sprawy można mu powierzyć. Kurczowo trzyma się reguł i zawsze dotrzymuje obietnic. Ma postanowienia i marzenia, których nie zamierza porzucić. Cały czas stara się coś osiągnąć samodzielnie, bez pomocy rodziców.
Partner: Szuka.
Rodzina: Ojciec Gabriela, Francis Marshall jest dyplomatą. Matka ma na imię Amanda, pracuje jako sekretarka w dosyć popularnej firmie. Rodzeństwa nie posiada. Rodzice rzadko bywali w domu, w którym i tak panowała dosyć napięta atmosfera. Wychowanie Gabriela przyjęła na swoje barki zatrudniona niańka. Chłopak nigdy nie miał z nią najlepszych kontaktów. Była wymagająca i kłótliwa. Swoje dzieciństwo spędził z w samotności. Tak naprawdę nigdy nie poznał rodzinnego ciepła. W wieku osiemnastu lat opuścił dom, aby samemu zapracować na swoją przyszłość.
Zainteresowania: Gabriel posiada mało zainteresowań. W wolnym czasie czyta książki. Są to najczęściej horrory lub powieści kryminalne. Nie uprawia żadnych sportów, ponieważ nie przepada za aktywnością fizyczną. Interesuje się trochę astronomią. Nie lubi się chwalić, ale od czasu do czasu pisze książki. Wie, że nigdy ich nie wyda, ale sprawia mu to przyjemność. Gabriel ma dziwną manię kolekcjonowania ładnych kamieni. Uzbierała mu się już spora kolekcja. Ma jeszcze jedno zamiłowanie, a są nim kwiaty. W wolnym czasie pielęgnuje swoje "zdobycze".
Inne:
- Lubi wszystkie słodkie rzeczy, czekoladę mógłby jeść całymi dniami.
- Nienawidzi palić papierosów. Za to ma skłonności do picia alkoholu.
- Panicznie boi się pająków.
- Gdyby mógł, przygarnął by każdego bezdomnego futrzaka pod swój dach. Niestety nie ma na to warunków.
- Całkowicie zerwał kontakty ze swoimi rodzicami.
- Nie lubi dzieci, wręcz unika ich na każdym kroku.
Pojazd: Gabriel ma uprzedzenia co do pojazdów. Rzadko przemieszcza się inaczej niż na piechotę.
Zwierzę: Captor
Kontakt: madzia4b

czwartek, 27 lipca 2017

Od Daniela c.d Angeliki

- W sumie to nie... - podniosłem się z pufy, która swoją drogą była dość wygodna. - Ale zdążyłem już kupić bilety. Kupujemy coś do jedzenia? - spytałem.
- Czemu by nie. - uśmiechnęła się lekko.
Skinąłem głową i podeszliśmy do lad, przyglądając się menu widzącemu na ścianie. Wybraliśmy sobie mały popcorn, dwie cole i duże nachosy z sosem serowym. Angelika niosła napoje, a ja jedzenie. Daliśmy bilet do "kontroli" i już po chwili weszliśmy na salę. Była ona prawie pusta, dostrzegłem jedynie dwie pary. Nasze miejsca były na samej górze, na samym środku, co zapewniało nam genialny widok na ekran. Włożyliśmy swoje cole do specjalnych otworów przy siedzeniach, ja trzymałem nachosy a ona popcorn. Niemal półgodzinne reklamy przegadaliśmy, dopiero kiedy na sali zrobiło się ciemno, ucichliśmy i skupiliśmy się na ekranie. Leciały jeszcze zwiastuny filmów, ale w końcu zaczął się film. Usiadłem wygodnie i wziąłem łyk coli, przysuwając rękę z pudełkiem nachosów bliżej Angeliki.

Angelika?

wtorek, 25 lipca 2017

Od Angeliki CD Daniela

Kiedy odwiozłam chłopaka wróciłam do domu. Weszłam do mieszkania i dałam od razu psom jeść. W zasadzie nie wiedziałam co miałam na to odpowiedzieć. Nigdy nie nakryłam ukochanej osoby w łóżku z kimś innym i chciałabym, aby tak nigdy się nie stało. Co prawda mój były zostawił mnie dla innej stwierdzając przy tym, że już mu się znudziłam co było dla mnie strasznie bolesne. Ale pozbierałam się po tym i mam nadzieje, że nigdy nie spotkam w swoim życiu tego dupka. Wzięłam piżamę i poszłam pod prysznic. Kiedy już zmylam makijaż i się umyłam obejrzałam jakiś film. Po tym przypomniałam sobie, że Daniel mówił mi, że ma mi wynagrodzić to kinem. Postanowiłam zobaczyć co aktualnie leci. Złapałam za telefon i w przeglądarce otworzyłam stronę kina. Na początku nie było nic fajnego, ale patrząc coraz niżej natknęłam się na jakich horror. W zasadzie sama rzadko oglądałam horrory, ponieważ się trochę bałam i dużo bardziej wolałam je oglądać z kimś. Postanowiłam jutro zadzwonić do Daniela i poinformować go o filmie tymczasem teraz idę spać.
***
Tym razem obudził mnie Bueno, który jak zawsze chciał iść na dwór. Zrobiłam wszystkie czynności i poszłam z nim na spacer. Przypomniałam sobie, że miałam zadzwonić do Daniela. Wyjęłam z kieszeni kartkę z jego numerem, która w wczoraj mi dał i wpisałam odpowiednie cyfry.
- Hej to ja Angelika. - przywitałam się
- No hej co tam?
- Przeglądałam wczoraj stronę kina i zobaczyłam, że dziś o dwudziestej trzeciej ma być całkiem fajny horror. Może chciałbyś pójść na niego ze mną?
- Okej, ale ja stawiam w końcu obiecałem. A teraz muszę kończyć. Pa
- Pa.
Włożyłam telefon ponownie do kieszeni. Pochodziłam jeszcze dziesięć minut i wróciłam do domu. Obejrzałam jakiś film i spędziłam resztę czasu na przeglądaniu internetu. Zanim się obejrzałam było już w pół do jedenastej. Poszłam zrobić makijaż, który był trochę mocniejszy niż na co dzień.
Na siebie założyłam białą i cienką koszulę w czarne i różowe serduszka, a także spodnie dżinsowe. Na lewą rękę założyłam zegarek, a na prawą jakąś bransoletkę. Z biżuterii wzięłam jeszcze dość długi naszyjnik w kształcie klucza. Złapałam za czarną torebkę i włożyłam do niej potrzebne rzeczy. Dałam jeść zwierzakom i wyszłam. Postanowiłam nie zawracać sobie głowy samochodem i się przeszłam, ponieważ kino nie było daleko. Po dziesięciu minutach byłam już na miejscu i weszłam do środka. Rozejrzałam się i dostrzegłam Daniela siedzącego no dużej pufie, które znajdowały się w tym kinie. Miałam nadzieje, że nie czekał na mnie długo. Podeszłam do niego.
- Długo czekałeś? - zadałam pytanie

Daniel?

Od Daniela c.d Angeliki

Siedziałem cicho, ręce miałem skrzyżowane na piersi, patrzałem na mijające sklepy, budynki za oknem. Westchnąłem lekko.
- A więc opowiesz mi co się stało? - przerwała ciszę, pytając nagle.
Spojrzałem na nią na chwilę, po tym znów odwróciłem wzrok.
- A co się miało stać? - spytałem.
- No... z jakiegoś powodu ten cały trener cię wystawił? - stwierdziła.
- Czy to ważne? - mruknąłem.
- Zapewne tak... - spojrzała na mnie na chwilę. - No dalej, powiedz. - szturchnęła mnie.
- Po prostu... podobno znalazł osobę, która płaci więcej. - odparłem po chwili. - Niektórym ludziom wiecznie będzie mało...
- I to dlatego mówiłeś, że dobrze w sumie, że odszedł?
- Nie chodziło o kasę. - wsunąłem dłoń we włosy.
- A o co?
- Po prostu już od dłuższego czasu nienawidziłem tego człowieka i krew mnie zalewała.
- Ale dlaczego? - dopytywała.
Wywróciłem oczami i mruknąłem coś pod nosem lekko niezadowolony.
- Nakryłem ją ze swoją dziewczyną, już byłą w łóżku. - mruknąłem.
Po kilku minutach dojechaliśmy już pod dom, dziewczyna chyba nie do końca wiedziała, co powiedzieć.
- Dzięki za podwiezienie. Odwdzięczę się kinem, czy coś... napisz jak będziesz miała czas. - podałem jej karteczkę ze swoim numerem.

Angelika?

Od Cassandry

— Podbijam.
— Uhu, jaka pewna siebie! — Przeciwnik siedzący naprzeciw mnie uśmiechnął się szyderczo, machając lekceważąco i lekko swoim wachlarzem kart niczym prawdziwym wachlarzem, ale nie na tyle, bym mogła dostrzec ich drugą stronę. A ja i tak doskonale wiedziałam, jakie karty trzymał. Cztery asy, jeden walet.
Nie odpowiedziałam, a mój wyraz twarzy ani na moment się nie zmienił. W trakcie całej gry ani na moment nie skrzywiłam się, nawet pomimo odoru alkoholu bijącego od faceta tak wielkiego, że ostatkami sił woli powstrzymywałam się, by nie zasłonić czymś swego nosa i odwrócić głowę w inną stronę.
— Nadal możesz spasować.
Spotkałam się jedynie ze stanowczą, przepełnioną kpiną odmową. Aż nie mogłam powstrzymać uśmiechu cisnącego mi się na usta, przez tą niezachwianą pewność siebie przeciwnika, więc ukryłam swój uśmiech za swoim wachlarzem z kart, udając, że skupiam na nich swoją uwagę. Kart składających się z asa, króla, damy, waletu i dziesiątki. – Więc znów podbijam.
Tym razem na środek stołu przesunęłam resztki swoich oszczędności. Wolne podbijanie ceny nie wzbudzało niepewności, a gdy już się ta niepewność pojawiała – było za późno na wycofanie się, bo wtedy dużo by się straciło, czyli lepszym rozwiązaniem było zaryzykowanie całej stawki. Często działam właśnie według tej strategii, a i ta gra nie była wyjątkiem. W dodatku, od samego początku miałam przewagę nad swoim przeciwnikiem.
Moje karty tworzące układ pokera królewskiego, pechowa kareta z kart przeciwnika. Przewrócony w furii stół wraz z całym bogactwem faceta, krótkie ,,Ty zdziro!" padające z jego ust, odgłos oddalających się kroków i kilku z impetem przewalanych przypadkowych mebli napotkanych po drodze. Oraz zaciekawione spojrzenia paru innych osób, wlepione wprost we, już nieukrywającą cichej radości ze swego małego zwycięstwa, mnie.
— Nieźle, ograła Willa. — Ktoś zagwizdał z podziwem. Nie zwróciłam na niego większej uwagi, całą bowiem pochłonęła chlubna czynność zbierania całego swojego łupu. Już po chwili cisza panująca w pubie ponownie zamieniła się w gwarne rozmowy, śmiechy, narzekania i krzyki. Jak zwykle.
Postanowiłam uczcić swoje małe zwycięstwo, część nowo zdobytych pieniędzy wydając na tutejsze piwo. Zaledwie chwilę później podeszła do mnie blondwłosa kelnerka, podając pełny kufel piwa na, już stojącym normalnie, stole przede mną. Krótko łypnęłam na jej twarz okiem i na etykietkę przyczepioną dość niezdarnie do jej stroju.
— Dziękuję... Angeliko.
Kiwnęła nieco niechętnie głową i odeszła. Wyglądała na zmęczoną.
A potem ktoś niespodziewanie się dosiadł do mojego, do tej pory samotnego stolika. Miałam nadzieję, że nie będzie próbował mnie zagadywać, bo szczerze nie miałam na to ochoty.
— Często uprawiasz hazard? — zapytał szatyn nagle ni z tego, ni z owego. Chyba nie przepadał za formalnymi przywitaniami, ale akurat to nie przeszkadzało mi zbytnio. Widząc moją zniesmaczoną minę dodał: — Pytam wyłącznie z ciekawości.
— Zdarza się.
No i mój czas, mający zostać spędzony na odpoczynku w samotności, szlag trafił. Gdybym wtedy go zignorowała, albo najuprzejmiej jak umiem, kazała znaleźć sobie inne towarzystwo, ta rozmowa pewnie by się nie rozkręciła. Ale jednak tego nie zrobiłam. Błąd pierwszy.
A on, na moją odpowiedź, uśmiechnął się nieco tajemniczo. Jakby to, co robił, miało jakiś głębszy sens. Nie umknęło to mojej uwadze, dlatego tym razem to ja zapytałam, starając się nie brzmieć tak, jakbym coś podejrzewała:
— Nie wygląda mi na to, byś przyszedł się tu napić. — Wzięłam długi łyk piwa. — Grać też nie.
Przechylił nieco głowę, ale uśmiech nadal widniał na jego twarzy, choć nieco się zmniejszył.
— Jesteś spostrzegawcza.
— Och, to po prostu przeczucie. — Kolejny łyk w krótkiej przerwie między dwoma wypowiedziami. — Szósty zmysł wyrobiony podczas przebywania w tym towarzystwie — zażartowałam nieco.
— Daniel Andrews.
— Cas Cartney. — Złapałam, nieco nieufnie, ale bez dłuższego zastanowienia, wyciągniętą w moją stronę dłoń mężczyzny. Po czym bezceremonialnie rzekłam: — Przejdź już do rzeczy.
I to był błąd drugi.

Daniel?
Layout by Alessa Belikov