poniedziałek, 31 lipca 2017

Od Gabriela

Obudziło mnie miauczenie kota. Captor siedział na znajdującej się obok poduszce. Wpatrywał się swoimi morderczymi oczami. Zerknąłem na zegarek. Szósta. Kocur czekał na śniadanie. Wstałem z łóżka i udałem się do kuchni. Zwierzak podreptał za mną. Z zadowoleniem przysiadł niedaleko swojej miski, gdy wsypywałem mu karmę. Pogłaskałem go delikatnie po głowie. Podniósł na chwilę swój wzrok, po czym wrócił do jedzenia. Na siódmą mam do pracy. Dzienna zmiana jest moją ulubioną. Robota nocą jest bardziej uciążliwa. Wiele osób wtedy jest bardziej wstawiona. Prawie każdy się do mnie klei i próbuje wyżebrać ode mnie darmowego drinka, a tak się bawić nie będziemy. Przebrałem się i zjadłem szybkie śniadanie. Czeka mnie jeszcze dziesięć minut spacerem do klubu. Chwyciłem klucze i wyszedłem z domu. Nie lubię się spóźniać, więc w pracy zazwyczaj jestem wcześniej. Tak jak dzisiaj - przyszedłem przed resztą personelu. Zostawiłem w szafce na zapleczu swoje rzeczy i przy barze postanowiłem poczekać na innych.
Życie w klubie rozpoczyna się dopiero koło dziesiątej. Przez resztę czasu pilnujemy przybytku lub uzupełniamy różnorakie braki w produktach. Siedziałem za barem i przyjmowałem pierwsze zamówienia. Na stanowisku barmana zazwyczaj byłem sam. Oczywiście nie doliczam tutaj Greg'a, który pracuje na drugiej zmianie. Co jakiś czas pojawiał się tutaj jakiś praktykant, ale nie zagrzał sobie miejsca na długo. Mimo tego, że moje zajęcia nie są wyczerpujące, tak jak wszyscy, najbardziej oczekuję przerwy. Ta niestety nie była tak wspaniała jak poprzednie. Wchodząc do zaplecza zaczepił mnie szef.
 - Marshall - usłyszałem swoje nazwisko. - Pan Greg dziś nie może stawić się w pracy. Liczę na twoje zaangażowanie. Mogę liczyć, że zostaniesz na drugą zmianę? Oczywiście, nie za darmo.
- Jasne, zostanę - zgodziłem się. Co mogę zrobić? Zależy mi na tej posadzie, a dostanę większe wynagrodzenie. Zapowiada się więc męczarnia na nocnej zmianie. Świetnie. Wróciłem na przerwę. Martwiłem się trochę o kota. Nie mogę wyjść z pracy, aby sprawdzić, czy ma pod dostatkiem jedzenia. Szczęściem w nieszczęściu jest to, że Captor sam potrafi się dobrać do swojej karmy. Nic mu nie będzie.
Rozpoczęła się nocna zmiana. W klubie nagle zrobił się tłum. Spojrzałem na to niezadowolony. Jedna z kelnerek posłała mi wymowne spojrzenie. "Nie zabijaj naszych gości wzrokiem". Posłałem więc jej sztucznych, aczkolwiek uważam, że bardzo przekonujący uśmiech. Zacząłem robić pierwsze napoje zamówione przez klientów. Jednym wielkim minusem nocnej zmiany jest głośna muzyka i migające światła. To strasznie rozprasza. Czasem też mam problem z dosłyszeniem zamówienia. Ma też jeden wielki plus. Napiwki! Za dnia mało osób pamięta o tym. Jednak później, gdy wszyscy są wstawieni, już nie żałują rzucić do słoika drobnych. To lepsze niż wypłata.
Skończyłem właśnie robić kolejnego drinka. Odwróciłem się do gościa i chciałem podać kieliszek. Pech chciał, że klient niefortunnie się odwrócił i wylał zawartość naczynia na moje spodnie. Nie mam pojęcia jak to się właściwie stało. Niestety nigdy nie przyszło mi do głowy aby wziąć ze sobą zapasową parę spodni! Przekląłem pod nosem i spojrzałem w stronę sprawcy tego niespodziewanego wypadku.
<Ktoś?>

sobota, 29 lipca 2017

Gabriel Marshall

Godność: Gabriel Marshall
Wiek: 20 lat
Urodziny: 18 stycznia
Pochodzenie: Gabriel urodził się w Australii, dokładnej w stolicy - Canberze.
Praca: Pracuje za barem w klubie, który znajduje się niedaleko jego domu.
Płeć: Mężczyzna
Orientacja: Biseksualny
Motto: "Mali ludzie czerpią olbrzymią radość z błędów i gaf popełnianych przez ludzi wielkich."
Aparycja: Gabriel jest osobą niewyróżniającą się z tłumu. Posiada równy metr siedemdziesiąt pięć. Nigdy nie zakłada garniturów. Lubi ubrania luźne, w których zawsze jest wygodnie. Nigdy nie zapomina o swoich glanach. Jego włosy i oczy są w podobnym odcieniu brązu. Wspomnę również o dosyć jasnej karnacji chłopaka. Gabriel ma szczupłą, delikatnie umięśnioną sylwetkę. Błędem młodości mogę nazwać zrobiony za namową kolegów tatuaż na nadgarstniku.
Charakter: Szukasz osoby, którą wiecznie będzie przepełniał entuzjazm? Myślisz o przyjacielu na całe życie? Przykro mi, źle trafiłeś. Gabriel - stojący na uboczu, obserwujący otoczenie. Nie lubi wokół siebie tłoku, hałasu. Rzadko się odzywa, nie ciągnie bezsensownych rozmów. Jest osobą niesamowicie spokojną i cierpliwą. Musisz być kimś wyjątkowo denerwującym, aby wyprowadzić go z równowagi. Ciężko nawiązać z nim jakikolwiek kontakt. Wydaje się, że Gabriel izoluje się od ludzi. Niezaprzeczalnie, nie przepada za byciem w centrum uwagi, jednak nie oznacza to, że czasem i on nie potrzebuje z kimś porozmawiać. Zdecydował się na pracę w klubie, aby poznawać nowych ludzi i chociaż trochę "korzystać z życia". Chłopak miewa swoje humory. Spotkamy go ponurego, a po chwili uda się go rozbawić do łez. Po chwili ponownie popadnie w melancholię. Gabriel strasznie ufa ludziom. Każdemu daje szansę, którą bardzo łatwo stracić. Nigdy nie wchodzi do tej samej rzeki. Sam jest wierny swoim przyjaciołom. Wspomnę o nienawiści chłopaka do kłamstw. Sam stara się być szczery i tego samego oczekuje od innych. Właściwie często "zachowa jakąś informację dla siebie". Można ją z niego oczywiście wyciągnąć, ale tylko po alkoholu. Na trzeźwo nie jest zbyt wylewny. Ma słabą głowę. Czasem lubi sobie popić, wtedy zmienia się całkowicie. Jest śmiały, przyjacielski i stara się rozśmieszyć wszystkich. Znika cała jego niepewność i przestaje myśleć racjonalnie. Na drugi dzień przysięga sobie "Nigdy więcej". A i tak to nic nieznacząca obietnica. Wróćmy do trzeźwego Gabriela. Jest on trochę zbyt nadopiekuńczy. Wszędzie widzi minusy. Typowy pesymista. Bywa przewrażliwiony. Chłopak każdą ze swoich decyzji musi dokładnie przemyśleć. Boi się popełniać błędy. Nie lubi przegrywać i stara się być wszędzie pierwszy. Jak to się mówi "po trupach, a do celu". To określenie idealnie do niego pasuje. Gabriel jest odpowiedzialny. Wszystkie sprawy można mu powierzyć. Kurczowo trzyma się reguł i zawsze dotrzymuje obietnic. Ma postanowienia i marzenia, których nie zamierza porzucić. Cały czas stara się coś osiągnąć samodzielnie, bez pomocy rodziców.
Partner: Szuka.
Rodzina: Ojciec Gabriela, Francis Marshall jest dyplomatą. Matka ma na imię Amanda, pracuje jako sekretarka w dosyć popularnej firmie. Rodzeństwa nie posiada. Rodzice rzadko bywali w domu, w którym i tak panowała dosyć napięta atmosfera. Wychowanie Gabriela przyjęła na swoje barki zatrudniona niańka. Chłopak nigdy nie miał z nią najlepszych kontaktów. Była wymagająca i kłótliwa. Swoje dzieciństwo spędził z w samotności. Tak naprawdę nigdy nie poznał rodzinnego ciepła. W wieku osiemnastu lat opuścił dom, aby samemu zapracować na swoją przyszłość.
Zainteresowania: Gabriel posiada mało zainteresowań. W wolnym czasie czyta książki. Są to najczęściej horrory lub powieści kryminalne. Nie uprawia żadnych sportów, ponieważ nie przepada za aktywnością fizyczną. Interesuje się trochę astronomią. Nie lubi się chwalić, ale od czasu do czasu pisze książki. Wie, że nigdy ich nie wyda, ale sprawia mu to przyjemność. Gabriel ma dziwną manię kolekcjonowania ładnych kamieni. Uzbierała mu się już spora kolekcja. Ma jeszcze jedno zamiłowanie, a są nim kwiaty. W wolnym czasie pielęgnuje swoje "zdobycze".
Inne:
- Lubi wszystkie słodkie rzeczy, czekoladę mógłby jeść całymi dniami.
- Nienawidzi palić papierosów. Za to ma skłonności do picia alkoholu.
- Panicznie boi się pająków.
- Gdyby mógł, przygarnął by każdego bezdomnego futrzaka pod swój dach. Niestety nie ma na to warunków.
- Całkowicie zerwał kontakty ze swoimi rodzicami.
- Nie lubi dzieci, wręcz unika ich na każdym kroku.
Pojazd: Gabriel ma uprzedzenia co do pojazdów. Rzadko przemieszcza się inaczej niż na piechotę.
Zwierzę: Captor
Kontakt: madzia4b

czwartek, 27 lipca 2017

Od Daniela c.d Angeliki

- W sumie to nie... - podniosłem się z pufy, która swoją drogą była dość wygodna. - Ale zdążyłem już kupić bilety. Kupujemy coś do jedzenia? - spytałem.
- Czemu by nie. - uśmiechnęła się lekko.
Skinąłem głową i podeszliśmy do lad, przyglądając się menu widzącemu na ścianie. Wybraliśmy sobie mały popcorn, dwie cole i duże nachosy z sosem serowym. Angelika niosła napoje, a ja jedzenie. Daliśmy bilet do "kontroli" i już po chwili weszliśmy na salę. Była ona prawie pusta, dostrzegłem jedynie dwie pary. Nasze miejsca były na samej górze, na samym środku, co zapewniało nam genialny widok na ekran. Włożyliśmy swoje cole do specjalnych otworów przy siedzeniach, ja trzymałem nachosy a ona popcorn. Niemal półgodzinne reklamy przegadaliśmy, dopiero kiedy na sali zrobiło się ciemno, ucichliśmy i skupiliśmy się na ekranie. Leciały jeszcze zwiastuny filmów, ale w końcu zaczął się film. Usiadłem wygodnie i wziąłem łyk coli, przysuwając rękę z pudełkiem nachosów bliżej Angeliki.

Angelika?

wtorek, 25 lipca 2017

Od Angeliki CD Daniela

Kiedy odwiozłam chłopaka wróciłam do domu. Weszłam do mieszkania i dałam od razu psom jeść. W zasadzie nie wiedziałam co miałam na to odpowiedzieć. Nigdy nie nakryłam ukochanej osoby w łóżku z kimś innym i chciałabym, aby tak nigdy się nie stało. Co prawda mój były zostawił mnie dla innej stwierdzając przy tym, że już mu się znudziłam co było dla mnie strasznie bolesne. Ale pozbierałam się po tym i mam nadzieje, że nigdy nie spotkam w swoim życiu tego dupka. Wzięłam piżamę i poszłam pod prysznic. Kiedy już zmylam makijaż i się umyłam obejrzałam jakiś film. Po tym przypomniałam sobie, że Daniel mówił mi, że ma mi wynagrodzić to kinem. Postanowiłam zobaczyć co aktualnie leci. Złapałam za telefon i w przeglądarce otworzyłam stronę kina. Na początku nie było nic fajnego, ale patrząc coraz niżej natknęłam się na jakich horror. W zasadzie sama rzadko oglądałam horrory, ponieważ się trochę bałam i dużo bardziej wolałam je oglądać z kimś. Postanowiłam jutro zadzwonić do Daniela i poinformować go o filmie tymczasem teraz idę spać.
***
Tym razem obudził mnie Bueno, który jak zawsze chciał iść na dwór. Zrobiłam wszystkie czynności i poszłam z nim na spacer. Przypomniałam sobie, że miałam zadzwonić do Daniela. Wyjęłam z kieszeni kartkę z jego numerem, która w wczoraj mi dał i wpisałam odpowiednie cyfry.
- Hej to ja Angelika. - przywitałam się
- No hej co tam?
- Przeglądałam wczoraj stronę kina i zobaczyłam, że dziś o dwudziestej trzeciej ma być całkiem fajny horror. Może chciałbyś pójść na niego ze mną?
- Okej, ale ja stawiam w końcu obiecałem. A teraz muszę kończyć. Pa
- Pa.
Włożyłam telefon ponownie do kieszeni. Pochodziłam jeszcze dziesięć minut i wróciłam do domu. Obejrzałam jakiś film i spędziłam resztę czasu na przeglądaniu internetu. Zanim się obejrzałam było już w pół do jedenastej. Poszłam zrobić makijaż, który był trochę mocniejszy niż na co dzień.
Na siebie założyłam białą i cienką koszulę w czarne i różowe serduszka, a także spodnie dżinsowe. Na lewą rękę założyłam zegarek, a na prawą jakąś bransoletkę. Z biżuterii wzięłam jeszcze dość długi naszyjnik w kształcie klucza. Złapałam za czarną torebkę i włożyłam do niej potrzebne rzeczy. Dałam jeść zwierzakom i wyszłam. Postanowiłam nie zawracać sobie głowy samochodem i się przeszłam, ponieważ kino nie było daleko. Po dziesięciu minutach byłam już na miejscu i weszłam do środka. Rozejrzałam się i dostrzegłam Daniela siedzącego no dużej pufie, które znajdowały się w tym kinie. Miałam nadzieje, że nie czekał na mnie długo. Podeszłam do niego.
- Długo czekałeś? - zadałam pytanie

Daniel?

Od Daniela c.d Angeliki

Siedziałem cicho, ręce miałem skrzyżowane na piersi, patrzałem na mijające sklepy, budynki za oknem. Westchnąłem lekko.
- A więc opowiesz mi co się stało? - przerwała ciszę, pytając nagle.
Spojrzałem na nią na chwilę, po tym znów odwróciłem wzrok.
- A co się miało stać? - spytałem.
- No... z jakiegoś powodu ten cały trener cię wystawił? - stwierdziła.
- Czy to ważne? - mruknąłem.
- Zapewne tak... - spojrzała na mnie na chwilę. - No dalej, powiedz. - szturchnęła mnie.
- Po prostu... podobno znalazł osobę, która płaci więcej. - odparłem po chwili. - Niektórym ludziom wiecznie będzie mało...
- I to dlatego mówiłeś, że dobrze w sumie, że odszedł?
- Nie chodziło o kasę. - wsunąłem dłoń we włosy.
- A o co?
- Po prostu już od dłuższego czasu nienawidziłem tego człowieka i krew mnie zalewała.
- Ale dlaczego? - dopytywała.
Wywróciłem oczami i mruknąłem coś pod nosem lekko niezadowolony.
- Nakryłem ją ze swoją dziewczyną, już byłą w łóżku. - mruknąłem.
Po kilku minutach dojechaliśmy już pod dom, dziewczyna chyba nie do końca wiedziała, co powiedzieć.
- Dzięki za podwiezienie. Odwdzięczę się kinem, czy coś... napisz jak będziesz miała czas. - podałem jej karteczkę ze swoim numerem.

Angelika?

Od Cassandry

— Podbijam.
— Uhu, jaka pewna siebie! — Przeciwnik siedzący naprzeciw mnie uśmiechnął się szyderczo, machając lekceważąco i lekko swoim wachlarzem kart niczym prawdziwym wachlarzem, ale nie na tyle, bym mogła dostrzec ich drugą stronę. A ja i tak doskonale wiedziałam, jakie karty trzymał. Cztery asy, jeden walet.
Nie odpowiedziałam, a mój wyraz twarzy ani na moment się nie zmienił. W trakcie całej gry ani na moment nie skrzywiłam się, nawet pomimo odoru alkoholu bijącego od faceta tak wielkiego, że ostatkami sił woli powstrzymywałam się, by nie zasłonić czymś swego nosa i odwrócić głowę w inną stronę.
— Nadal możesz spasować.
Spotkałam się jedynie ze stanowczą, przepełnioną kpiną odmową. Aż nie mogłam powstrzymać uśmiechu cisnącego mi się na usta, przez tą niezachwianą pewność siebie przeciwnika, więc ukryłam swój uśmiech za swoim wachlarzem z kart, udając, że skupiam na nich swoją uwagę. Kart składających się z asa, króla, damy, waletu i dziesiątki. – Więc znów podbijam.
Tym razem na środek stołu przesunęłam resztki swoich oszczędności. Wolne podbijanie ceny nie wzbudzało niepewności, a gdy już się ta niepewność pojawiała – było za późno na wycofanie się, bo wtedy dużo by się straciło, czyli lepszym rozwiązaniem było zaryzykowanie całej stawki. Często działam właśnie według tej strategii, a i ta gra nie była wyjątkiem. W dodatku, od samego początku miałam przewagę nad swoim przeciwnikiem.
Moje karty tworzące układ pokera królewskiego, pechowa kareta z kart przeciwnika. Przewrócony w furii stół wraz z całym bogactwem faceta, krótkie ,,Ty zdziro!" padające z jego ust, odgłos oddalających się kroków i kilku z impetem przewalanych przypadkowych mebli napotkanych po drodze. Oraz zaciekawione spojrzenia paru innych osób, wlepione wprost we, już nieukrywającą cichej radości ze swego małego zwycięstwa, mnie.
— Nieźle, ograła Willa. — Ktoś zagwizdał z podziwem. Nie zwróciłam na niego większej uwagi, całą bowiem pochłonęła chlubna czynność zbierania całego swojego łupu. Już po chwili cisza panująca w pubie ponownie zamieniła się w gwarne rozmowy, śmiechy, narzekania i krzyki. Jak zwykle.
Postanowiłam uczcić swoje małe zwycięstwo, część nowo zdobytych pieniędzy wydając na tutejsze piwo. Zaledwie chwilę później podeszła do mnie blondwłosa kelnerka, podając pełny kufel piwa na, już stojącym normalnie, stole przede mną. Krótko łypnęłam na jej twarz okiem i na etykietkę przyczepioną dość niezdarnie do jej stroju.
— Dziękuję... Angeliko.
Kiwnęła nieco niechętnie głową i odeszła. Wyglądała na zmęczoną.
A potem ktoś niespodziewanie się dosiadł do mojego, do tej pory samotnego stolika. Miałam nadzieję, że nie będzie próbował mnie zagadywać, bo szczerze nie miałam na to ochoty.
— Często uprawiasz hazard? — zapytał szatyn nagle ni z tego, ni z owego. Chyba nie przepadał za formalnymi przywitaniami, ale akurat to nie przeszkadzało mi zbytnio. Widząc moją zniesmaczoną minę dodał: — Pytam wyłącznie z ciekawości.
— Zdarza się.
No i mój czas, mający zostać spędzony na odpoczynku w samotności, szlag trafił. Gdybym wtedy go zignorowała, albo najuprzejmiej jak umiem, kazała znaleźć sobie inne towarzystwo, ta rozmowa pewnie by się nie rozkręciła. Ale jednak tego nie zrobiłam. Błąd pierwszy.
A on, na moją odpowiedź, uśmiechnął się nieco tajemniczo. Jakby to, co robił, miało jakiś głębszy sens. Nie umknęło to mojej uwadze, dlatego tym razem to ja zapytałam, starając się nie brzmieć tak, jakbym coś podejrzewała:
— Nie wygląda mi na to, byś przyszedł się tu napić. — Wzięłam długi łyk piwa. — Grać też nie.
Przechylił nieco głowę, ale uśmiech nadal widniał na jego twarzy, choć nieco się zmniejszył.
— Jesteś spostrzegawcza.
— Och, to po prostu przeczucie. — Kolejny łyk w krótkiej przerwie między dwoma wypowiedziami. — Szósty zmysł wyrobiony podczas przebywania w tym towarzystwie — zażartowałam nieco.
— Daniel Andrews.
— Cas Cartney. — Złapałam, nieco nieufnie, ale bez dłuższego zastanowienia, wyciągniętą w moją stronę dłoń mężczyzny. Po czym bezceremonialnie rzekłam: — Przejdź już do rzeczy.
I to był błąd drugi.

Daniel?

Cassandra Cartney

Godność: Cassandra Cartney. Zdrobniale – Cas i woli gdy tak się do niej zwraca, a pieszczotliwiej Cassie, lecz tak pozwala na siebie wołać tylko nielicznym. Naprawdę nielicznym, gdy usłyszy to lub inne zdrobnienie z ust kogoś nieupoważnionego, nie będzie powstrzymywać się przed skoczeniem mu do gardła.
Wiek: 20 lat – jeszcze młoda.
Urodziny: 13 grudnia
Pochodzenie: Stany Zjednoczone, dokładniej Las Vegas w stanie Nevada – to tam się urodziła i spędziła kilka pierwszych lat swojego życia. Marzy, by móc wrócić w końcu do swojego rodzinnego miasta, jednak jej obecny budżet na to nie pozwala i trzyma ją w tym mieście.
Praca: Nie pracuje. Jest zwyczajną, bezwstydną złodziejką, w dodatku naprawdę dobrą w swoim nielegalnym fachu. Czasem też gra w hazard, wtedy też potrafi zarobić za oszukiwanie. Zarabia na życie, czynsz i środki pierwszej potrzeby – tyle jej wystarczy.
Płeć: Kobieta
Orientacja: Biseksualna, jednak w związku z dziewczyną to Cas woli być tą dominującą – i łatwo od tego nie odstąpi. Nie boi się otwarcie przyznać do swojej orientacji, ponieważ ma zupełnie wywalone na to, co inni myślą o jej poglądach – co nie zmienia faktu, że i tak zgrywa zupełnie niezainteresowaną jakąkolwiek z płci.
Motto: Nigdy nie patrz się za siebie, bo ci z przodu ktoś przyjebie.
Aparycja: Ta kobieta jest raczej przeciętnego wzrostu, bo liczy sobie 165 cm. Długie, gdzieniegdzie przeplatane jaśniejszymi pasemkami, ciemnobrązowe włosy, które zawsze marzyła by przefarbować, ponieważ nie cierpi ich koloru, zwykle dumnie powiewają na wietrze niezwiązane; związuje je wyłącznie wtedy, gdy postanowi kogoś okraść, żeby jej czasem nie przeszkadzały. Wyróżniającą ją cechą jest heterochromia – jedno jej oko jest koloru piwnego, drugie natomiast intensywnie błękitnego, równie intensywnie podkreślające różnicę między tymi kolorami. Z powodu oczu była kiedyś wyśmiewana, ale to wtedy, gdy jeszcze nie potrafiła zadbać o swoją dumę, była ciotowata i płaczliwa – czyli dawno temu. Obecnie szydzenie z jej dolegliwości jej nie rusza, jednak oczy są kolejną niedoskonałością w jej wyglądzie, której nienawidzi. Czasem chodzi na siłownię, przez co zachowała zgrabną i szczupłą sylwetkę – stara się jak najbardziej udoskonalić swoje umiejętności okradania innych.
Charakter: Cas jest wredną, dosadnie szczerą kobietą o mocno ciętym i równie wulgarnym języku. Mistrzyni sarkazmu, którym ubóstwia się posługiwać. W dodatku potrafi zgrabnie manipulować ludźmi, oczywiście wyłącznie na potrzeby własne, najczęściej kradzieże. Nie łatwo jest ją zdenerwować, bowiem z niepochlebnych wyzwisk i komentarzy na jej temat nic sobie nie robi, odwdzięcza się tym samym tylko po to, by dogryźć innym, choć w rzeczywistości ma zupełnie wywalone na to, co myślą inni o jej poglądach, postępowaniu i jej samej, więc równie dobrze nieprzychylnych względem niej ludzi mogłaby zwyczajnie ignorować. Nie będzie cię niepotrzebnie zaczepiała, dopóki tej zaczepki nie szukasz. Będziesz dla niej chamski – nie pozostanie ci dłużna, możesz być tego pewien. A dopóki nie będziesz jej zawadzał, ona również nie będzie ci wchodzić w drogę.
Gdy zainteresuje ją jakiś temat, będzie starała się dowiedzieć o nim jak nawięcej, choćby miała posunąć się do radykalnych metod. Nie podoba jej się, gdy ktoś coś przed nią ukrywa, nie odpuści, dopóki nie dowie się wszystkiego, czego dowiedzieć się chciała.
Nienawidzi przegrywać. Wszelkie porażki źle znosi, zazwyczaj wyładowywuje swoją wściekłość i frustrację na wszystkim, co ma akurat pod ręką. Nawet jeśli to człowiek, w takim wypadku potrzebny jest ktoś, kto ją uspokoi, bo inaczej udusi pierwszą napotkaną osobę.
Gdy z kimś rozmawia, jej wypowiedziom – jak i myślom – daleko jest do kulturalnych. Wprost uwielbia okazywać brak szacunku względem rozmówcy i znudzenie jego osobą, kimkolwiek by ona nie była. Jej odpowiedzi często są wymijające i o niejednoznacznym przekazie, lubi jak najbardziej owijać w bawełnę miast powiedzieć czegoś wprost – a to tylko po to, by jedynie rozdrażnić swego rozmówcę. A wnerwianie innych jest nie tylko jej ulubionym zajęciem, ale też specjalnością.
Kieruje się słowami ,,Umiesz liczyć? Licz na siebie! Innych twoje szczęście jebie!" – widząc potrzebującego przejdzie sobie obok obojętnie, albo w lepsze dni, pomoże, ale dopiero po wynegocjowaniu należnej dla niej zapłaty, bowiem do ludzi pomagających obcym bezinteresownie zdecydowanie nie należy. 
Jednak Cas nie jest zła do szpiku kości, w końcu każdy ma swoją lepszą stronę, którą to ona pokazać może jedynie przyjaciołom. Choć nadal żyje z chamskich odzywek, złośliwych uwag i robieniu każdemu na przekór, będzie na swój własny sposób okazywała troskę i opiekuńczość względem bliskiej osoby. Nie zawaha się nadstawić własnej głowy, gdy chodzi o życie jej przyjaciół, mimo tego, że na co dzień wykazuje egoistyczne podejście do wszystkiego. Jednak trzeba też wiedzieć, iż jest skrajnie nieromantyczna, więc przesłodzonych poematów na temat pięknych oczu i tym podobnych, raczej bym się po niej nie spodziewała. To działa też w drugą stronę – nie przepada za wysłuchiwaniem podobnych tekstów.
Partner: W tej chwili nie wykazuje zainteresowania kimkolwiek, a łatwo nie da się jej w sobie rozkochać. 
Rodzina: Mając dziesięć lat razem z rodzicami przeprowadzili się do Australii, do miasta Melbourne. Jej rodzice byli bardzo uczuleni na homoseksualność i nie tolerowali takich związków, przez co po dowiedzeniu się przez nich, że ich jedyna córka ma pociąg do osób tej samej płci – bez skrupułów wywalili ją z ich bogatego domu, skoro i tak była już pełnoletnia. Chodziła ulicami, czasem potajemnie płacząc, ale w końcu zebrała się w sobie i zdobyła bilet na podróż lotniczą w jedną stronę. Po czasie długiego milczenia, jej matka zdobyła się w końcu na to, by ją z całego serca przeprosić i błagała by Cas wróciła do domu, gdyż ojciec się z nią rozwiódł. Wybaczyła jej, ale z ojcem do tej pory nie ma żadnego kontaktu. 
Zainteresowania: Długo by wymieniać, naprawdę. Między innymi są to: wnerwianie ludzi na wszelkie możliwe sposoby, uprawianie sportu – zwłaszcza bieganie, wnerwianie ludzi, kolekcjonowanie wszelkiej biżuterii, wnerwianie ludzi, picie kawy litrami, wnerwianie ludzi, spanie w każdej wolnej chwili... Wspominałam już o wnerwianiu ludzi?
Inne: 
- Cartney nie jest jej prawdziwym nazwiskiem. Zmieniła je sobie, aby nie mieć już nic wspólnego ze swoim ojcem, prócz więzów krwi. Trochę było z tym problemów, ale ostatecznie się udało.
- Czasem wychodzi do okolicznego baru się napić, ale, co zadziwia niejednego, ma mocną głowę, jak na kobietę.
- Gotowanie jest największą słabością Cas. Robi to naprawdę tragicznie. Wierz mi, nie chcesz się o tym przekonywać na własnej skórze.
- Nie licząc amerykańskiego, biegle mówi też w językach rosyjskim i hiszpańskim.
Pojazd: Nie posiada. Jej własne, dobrze wyćwiczone do biegania nogi wystarczają.
Zwierzę: Nawet się nie zastanawiała nad przygarnięciem jakiegoś zwierzęcia.
Kontakt: Asha999999

poniedziałek, 24 lipca 2017

Od Angeliki CD Daniela

- Nie dziękuję. Może ty bardziej powinieneś się czegoś napić. - pomogłam mu wstać
- Na pewno nie będziesz mi niczego stawiać. - spojrzał na mnie poważny
- A czy ja powiedziała, że płacę? - uśmiechnęłam się
- Ale ty masz poczucie humoru. - wywrócił oczami
Usiedliśmy na jednej z ławek.
- A co ty tak właściwie tu robisz? - zapytał po chwili
- Przyszłam zobaczyć jak jeździsz. - uśmiechnęłam się
- Jak widać. Popisałem się. W zasadzie i tak miałem niedługo kończyć. Przyszłaś piechotą? - zapytał zdziwiony
- No oczywiście, że nie. Przyjechałam samochodem.
- To ty masz samochód? - jego zdziwienie nie znikało
- Tak, ale się nim po prostu nie chwalę. A ty czym? - tym razem ja zadałam mu pytanie
- Chciałem się przejść, więc przyszedłem piechotą. Musiałem coś sobie przemyśleć. - oparł rękę na stoliku
- Podwieźć cię? - zaproponowałam
- Okej. Dzięki. - posłał mi uśmiech
Chłopak poszedł po wszystkie rzeczy i niedługo potem podszedł do mnie. Wyszliśmy i poszliśmy w stronę samochodu. Kiedy byliśmy już blisko wyjęłam i przydusiłam na kluczykach guzik, aby auto się otworzyło.
- Nie wierzę, że to twój samochód. - wsiadł do auta
- Mogę cię stuknąć i gwarantuję, że to nie sen. - popatrzyłam na niego wkładając kluczyki do stacyjki
- Nie wierzę już. - zapiął pasy
Ja także to zrobiłam. Odpaliłam kluczyki i wrzuciłam biegi. Wyjechałam z parkingu i wyjechałam na prostą drogę. Akurat tutaj nie świeciły lampy. usiadłam wygodnie i siedziałam w ciszy. Było w pół do jedenastej. Jakoś teraz wszyscy siedzieli w domu. Na drodze nie można spotkać za dużo samochodów.
- A więc opowiesz mi co się stało? - przerwałam ciszę

Daniel?

Od Daniela c.d Angeliki

Idąc na trening wiedziałem, że nie będzie łatwo. W końcu "trener" mnie wystawił. Chociaż może to i dobrze... za każdym razem, kiedy go widziałem miałem ochotę dać mu w pysk, kiedy się uśmiechał miałem przed oczami scenę, gdy widzę go z moją dziewczyną, byłą dziewczyną w łóżku. Brr. W każdym razie w ogóle nie szła mi dzisiaj jazda, nie będę zganiać na motor bo wiem, że to moja wina. Jestem zdenerwowany a w takim nastroju trudno o powodzenie w czymkolwiek. Po jednym z wyskoków źle wylądowałem i zaliczyłem glebę. Po tym bolała mnie kostka i ręka. Wkurzony jednak wstałem, ściągnąłem kask i rzuciłem nim mocno o ziemię po czym usiadłem z powrotem na zimi i schowałem twarz w dłonie. To wszystko jest bez sensu, zawody niedługo a ja jestem przygotowany jak jestem. Czyli prawe wcale.
- Wszystko okej? - usłyszałem nagle znajomy już mi głos.
Zmarszczyłem lekko brwi po czym westchnąłem ciężko.
- Tak... - mruknąłem. - Nie... wszystko się spieprzyło. - wsunąłem dłonie we włosy.
- Co się dzieje? - położyła dłoń na moim ramieniu.
- Nic... po prostu... za kilka tygodni mam zawody. Mój "trener" właśnie mnie wystawił a zanim znajdzie się nowego... trochę minie. Jestem po prostu nieźle wkurzony bo ten mój trener to straszny dupek, niedawno... a dobra, nie ważne. - zacisnąłem lekko dłoń na włosach. - Przykro mi że musiałaś widzieć tą żenjącą glebę.
- Daj spokój. - wywróciła oczami. - Nic ci się nie stało?
- Boli mnie kostka i ręka, ale to nic takiego. - wzruszyłem lekko ramionami. - Chcesz coś do picia? Są tu soki ze świeżych owoców, ja stawiam. - zaproponowałem.

Angelika?

Od Angeliki CD Daniela

- Hm. Od jakichś trzech lub czterech lat. W zasadzie to już jako nastolatka byłam całkiem samodzielna, ale że jako jestem jedynaczką to rodzice zawsze wszystko chcieli zapewnić i abym miała wszystko co najlepsze nawet jak nic od nich nie chciałam, ale nie chciałam także zrobić im przykrości. A ty od ilu? - wzięłam na łyżeczkę kawałek ciasta i go zjadłam
- Długo. Ja dopiero pół roku. Wcześniej mieszkałem w Hiszpanii. - uśmiechnął się także biorąc kawałek ciasta
- Uuu. A więc Hiszpan? - zaśmiałam się
- Ja akurat pochodzę z Nowego Jorku, ale byłam w Hiszpanii nawet nie raz. jest bardzo pięknie.- odłożyłam widelec na pusty talerz i wzięłam łyk kawy
- Tak. A gdzie jeszcze byłaś?
- W zasadzie to prawi cały świat zwiedziłam. Uwielbiam podróżować. W najbliższym czasie zamierzam jechać do Chorwacji, ale jak na razie nie mam z kim i nie wiem czy szefowa da mi wolne, ale jest wyrozumiała, więc będę ją prosić. Tak poza tym co dziś będziesz robić?
- Pewnie pójdę do domu dam psom jeść i wieczorem idę na trening. Motocross i te sprawy. - posłał mi uśmiech
Siedząc tak usłyszałam jak przyszedł mi sms. Sięgnęłam po telefon i go odblokowałam. Była to moja szefowa. Napisała, że mam być zaraz w pubie, ale za to kończyłam wcześniej. Pożegnałam się z Danielem i pobiegłam do pracy. Weszłam i było całkiem sporo ludzi, mimo, że jest jeszcze wcześnie.
***
Minęło kilka godzin i była już chyba dwudziesta pierwsza. Zaszłam do domu i dałam jeść zwierzętom. Nie miałam co robić, wiec pomyślałam, że może odwiedzę Daniela. Nie wiedziałam czy jest tam otwarte, ale i tak nie miałam co robić. obaczyłam w internecie gdzie to dokładnie się znajduje. Było nawet dość daleko, wiec byłam zmuszona pojechać samochodem. Niektórzy myślą tylko, że jeżdżę nim, aby się popisać, ale nie moja wina, że akurat ten mi się podobał więc go sobie kupiłam. Wsiadłam do auta i pojechałam w wyznaczone miejsce. Zaparkowałam i weszłam na sporą halę. Było dość głośno. Weszłam dalej i ujrzałam chłopaka, który jeździł. Był dość zdenerwowany i nic mu nie wychodziło. Nie które czynności powtarzał kilka razy. Jednak w pewnej chwili się przewrócił. Miałam nadzieje, że nic mu się nie stało. Zdjął kask i rzucił nim z całej siły o ziemię, następne usiadł i schował twarz w dłonie. Podeszłam do niego bliżej.
- Wszystko okej? - kucnęłam przy nim

Daniel?

Od Daniela c.d Angeliki

Zamówiliśmy sobie kawę, oraz po kawałku swoich ulubionych ciast. Ja wybrałem szarlotkę. Po chwili przyniosłem nasze zamówienie, wróciłem na swoje miejsce. Podałem jej kubek i talerzyk z jej ciastem, ze swoim zrobiłem to samo i odniosłem tackę po czym wróciłem.
- A więc, czym się interesujesz? - spytałem biorąc łyżeczkę w dłoń.
- Interesuję się tatuażami. W studiu mam przyjaciół, nawet miałam tam pracować, ale stwierdziłam, że to jednak nie dla mnie. Lubię pracę w pubie. - odpowiedziała.
- Tylko to? - lekko się dziwiłem.
- A co? To takie dziwne? - wzruszyła lekko ramionami.
- Nie, skąd... - odparłem szybko. - Po prostu, zwykle spotykam się z ludźmi, z nadmiernie szeroką gamą zainteresowań... - starałem się jakoś z tego wybrnąć - Nie ważne. - machnąłem w końcu ręką.
- A ty czym się interesujesz? - wzięła łyk kawy.
- Na pewno od zawsze interesowałem się rysunkiem i grafiką komputerową. Jak byłem młodszy, startowałem w różnych konkursach graficznych, dorabiałem sobie wykonując jakieś projekty na zamówienie. Później jest motoryzacja, różne sporty. Dużo ćwiczę... nie lubię siedzieć bezczynnie. Umiem grać na gitarze i pianinie, no i interesują mnie czasy wojen. - odpowiedziałem. - No i to tyle. - uśmiechnąłem się delikatnie. - Aaa... od dawna tutaj mieszkasz? - spytałem.

Angelika?

niedziela, 23 lipca 2017

Od Angeliki CD Daniela

- Nie. Ta praca jest moją jedyną. Może wygląda na łatwą, ale taka nie jest. - popatrzyłam na niego. - Ale twój piesek jest słodki. - kucnęłam i podrapałam szczeniaka za uchem, a ten skrzywił łepek, aby dalej go drapać.
- Też tak myślę. - posłał mi uśmiech
Zajmowałam się tylko szczeniakiem. Postanowiłam podejść do większych i ich również pogłaskałam. Nie boję się psów i pochodzę prawie do każdego, a kiedy widzę, że jakiś biegnie to go wołam i głaszczę. Wiem, że to jest ryzykowne, bo może mnie ugryźć, ale jedyna moja zasada to taka, że nie zbliżam się do psa kiedy szczeka i ucieka. Nie wołam go na siłę.
- Ty też masz fajnego psa. - dodał po chwili
- Ta bardzo. Nie przepada za szczeniakami i innymi psami no i także ludźmi, ale nie gryzie ich. Jeśli tylko go zaczepią to warczy robi się trochę agresywny. Jako szczeniak był bardziej słodszy. - wyjęłam telefon z kieszeni i poszukałam zdjęcia. - To on jeszcze jako szczeniak. Ten po lewej. Taka mała i słodka kuleczka z niego była. Jak widać miał też dwójkę rodzeństwa.
- Heh no bardzo śliczny, ale też tłuściutki. - zaśmiał się. - Ma dość nietypowe imię. Pierwszy raz się z takim spotkałem. - pogłaskał jednego ze swoich psów
- Też takiego nigdy nie słyszałam. Z hiszpańskiego to znaczy "dobry". Już teraz to nie za bardzo fajnie brzmi, ale po hiszpańsku jest dużo lepiej. - zaśmiałam się
- Umiesz hiszpański? - zdziwił się
- Oczywiście. Ale od razu mówię, że pokazywać nie będę. - pokręciłam przecząco głową
- No dobrze. Chciałabyś może pójść na kawę? - zaproponował
- To randka? - popatrzyłam na chłopaka, ten zakłopotany nie wiedział co powiedzieć. - Toż żartuję, spokojnie. Jasne, że pójdę, ale może najpierw trzeba odprowadzić psy? - uśmiechnęłam się
- No tak. To chodźmy.
Po kilku minutach byliśmy pod domem Daniela. Chłopak wszedł na podwórko i puścił tylko psy i wyszedł.
- To co jedziemy? - posłał mi uśmiech i otworzył drzwi od samochodu
- Jasne. - wsiadłam do pojazdu
Droga przeminęłam nam w ciszy. Po kilku minutach byliśmy w małej kawiarence. Daniel otworzył mi drzwi i usiedliśmy przy stoliku.

Daniel?

Od Daniela c.d Angeliki

- No przecież pilnuję. - wywróciłem oczami i wziąłem go od niej. - Po prostu biegł za piłką, a że zobaczył ciebie... - wzruszyłem ramionami.
Max i Theo grzecznie stali po obu stronach moich nóg.
- Gryzą? - spytała wskazując na kagańce.
- Nie. Po prostu są tacy ludzie, którzy w różne kiełbasy wpychają trutki, gwoździe i rozrzucają po parku. Później psiaki to zjadają i dalej wiadomo. - westchnąłem. - Lepiej uważaj, żeby twój nic nie zjadł. - dodałem.
- Jasne, dzięki. - skinęła głową. - Policja w końcu powinna coś z tym zrobić. - stwierdziła a ja parsknąłem śmiechem.
- Robi, wierz mi. Tutaj nigdzie nie ma monitoringu, odciski palców z kiełbasy trudno ściągnąć z kiełbasy. A zanim ktoś z tych "wyżej" ruszy dupę i podpisze zgodę, na zamontowanie kamer na drzewach trochę minie. - wyjaśniłem, a ona spojrzała na mnie niezrozumiale. - Pracuję w policji. - westchnąłem. - Teraz przepraszam, ale chyba będę musiał się zwijać. - przypiąłem psom smycze i ruszyłem w stronę wyjścia z parku.
Nagle koło mnie znalazła się ta dziewczyna.
- Aż tak ci się śpieszy? - spytała, idąc koło mnie.
- W sumie to nie.
- Od dawna pracujesz w policji?
- Właściwie to nie. Jeżdżę zawodowo na crossach, ale z tym jest różnie. Nie zawsze się wygrywa i ciężko byłoby z tego się utrzymać. Jako że skończyłem szkołę policyjną, złożyłem tu papiery, dostałem się i tak zostałem. Lubię obie "prace" - odpowiedziałem. - A ty coś jeszcze robisz?

Angela?

sobota, 22 lipca 2017

Od Angeliki CD Daniela

Chcąc już wychodzić, nagle bardzo głośno zagrzmiało na co krzyknęłam. Popatrzyłam na chłopaka, który śmiał się trochę, ale nie chciał tego pokazywać.
- No bardzo śmieszne. - przymrużyłam oczy
- Co? Ja się wcale nie śmieję. - od razu zrobił poważna minę, jednak po chwili nie wytrzymał i wybuchł śmiechem.
- Długo zamierzasz się śmiać? - spojrzałam na niego i odgarnęłam mokre włosy, które spadły na moją twarz
- To tylko burza. Spokojnie obronie cię. - zażartował
- Gdybyś ty mnie bronił to już bym pewnie dawno zginęła. - uśmiechnęłam się i wyszłam z auta
- A co to miało znaczyć? - popatrzył na mnie zdziwiony
- Do zobaczenia. - odpowiedziałam stanowczo i odwróciłam się
- No ej! - krzyknął
Nawet się nie odwróciłam, ponieważ gdybym to zrobiła na pewno wdalibyśmy się w jakąś niepotrzebną dyskusję. Była już prawie czwarta rano. Wzięłam kluczyki i włożyłam je do zamka. Kiedy je przekręcałam to trochę hałasowałam i Bueno od razu się obudził i zaczął szczekać myśląc, że to złodziej. Weszłam do domu i kiedy mnie zobaczył zaczął się cieszyć i na mnie skakać. Byłam tak zmęczona, że od razu położyłam się spać.
***
Tym razem zbudził mnie Bueno. Spojrzałam na zegarek i była już jedenasta. Wstałam leniwie i poszłam dać jeść.
Znów nic nie zjadałam. W ogóle nie czułam głodu. Jak co dzień poszłam zrobić makijaż i ubrałam się tym razem w krótką bluzkę na ramiączkach z obrazkiem i spodenki, które miały niewielkie dziury. Wzięłam smycz i poszłam wyprowadzić psa. Chodząc ciągle ziewałam. Po około pół godzinnym spacerze wróciłam znów do domu i udałam się sama na spacer. Poszłam znów do parku i usiadłam na ławce siedząc jak zwykle w telefonie, nagle poczułam jak coś zimnego i mokrego dotyka mojej łydki. Trochę się wystraszyłam i nachyliłam się, aby zobaczyć co to jest. Był to ten sam szczeniak co wtedy. Chyba mnie poznał, że znów przyszedł.
- Chodź. - poklepałam po udzie i uśmiechnęłam się do pieska. ten podszedł już do mnie od przodu i wskoczył mi na kolana. Pogłaskałam go i dałam smakołyk Buena, którego wcześniej nie wyjęłam z torebki. Szczeniak był taki miły w dotyku. Dziś tez było gorąco, a on miał gęstszą sierść od mojego psa i jemu to na pewno musiało być gorąco. Siedząc tak ze szczeniakiem na kolanach podszedł ktoś do mnie. Oderwałam wzrok od pieska i spojrzałam na osobę, która stoi przede mną.
- Kovu gdzieś ty zwiał? - zabrał ode mnie psa ten sam chłopak, który odwiózł mnie wczoraj do domu
- A co ja mówiłam? Miałeś go pilnować. - zrobiłam poważną minę

Daniel?

Od Daniela c.d Angeliki

Spojrzałem na nią, a następnie na niebo. Krople deszczu coraz intensywniej uderzały w chodnik, robiąc w niektórych miejscach kałuże. Nie miałbym nic przeciwko zmoknięciu, no ale chyba nie wypada tak ją olać teraz? Dlatego też podniosłem się z miejsca.
- Mam samochód przed parkiem, mogę Cię podwieźć. - zaproponowałem.
- Nie wiem, nie znam Cię... - skrzywiła się lekko.
- Daniel. - podałem jej rękę.
- Angelika. - po chwili odwzajemniła gest.
- No, to teraz już mnie znasz. Jedziemy? - uśmiechnąłem się delikatnie, mało zauważalnie.
Po dłuższej chwili namysłu dziewczyna skinęła głową, ruszyliśmy więc w stronę mojego auta, które stało nieopodal. Otworzyłem jej drzwi od strony pasażera, a kiedy wsiadła, zamknąłem je i zająłem swoje miejsce. Przeczesałem jeszcze mokre włosy dłonią.
- To gdzie? - spytałem a dziewczyna podała mi adres, pod który miałem ją zawieźć.
Skinąłem głową i odpaliłem silnik i ruszyliśmy. Na drodze było bardzo mało aut, co się dziwić... jest bardzo późno. W mniejszych miasteczkach zapewne przejedzie jedno auto na godzinę o tej porze, można spokojnie jeździć rowerem po środku drogi. A przynajmniej ja zawsze tak robiłem, gdy jako dziecko jeździłem na wakacje, na kilka dni do dziadka. W kilka minut dojechaliśmy na miejsce, stanąłem tuż przed wejściem do kamienicy.
- Dzięki. - uśmiechnęła się lekko, odpinając pasy.
- Drobiazg. - odwzajemniłem gest.

Angelika?

Od Angeliki CD Daniela

- Ach te kłótnie. - powiedziałam sama do siebie i westchnęłam
Zdarzają się ty dość często, ale na szczęście w tym przypadku nie doszło do bójki. Nie raz mieliśmy tak, że jakichś dwóch lub nawet więcej facetów się biło. I co ten alkohol robi z ludźmi? Popełniają same głupstwa i tyle. Ja osobiście nie piję dużo, a nawet w ogóle, bo po co mam wydawać ciężko zarobione pieniądze i do tego będę pić sama? Picie alkoholu niczego pożytecznego nie daje, wręcz przeciwnie. Niestety wiele osób jest od tego uzależnionych. Przyjęłam kilka zamówień, a także dostałam sporo napiwków. Kiedy ktoś z nas dostawał napiwek to mógł go sobie zatrzymać z czego bardzo byłam zadowolona, ponieważ czasem naprawdę dostawaliśmy sporo pieniędzy. Około trzeciej w nocy nikogo już nie było. Posprzątałam stoliki, pozamiatałam i tym podobne. Szefowa powiedziała, że mogę iść już do domu i ona zamknie pub. Razem z kolegą, który robił tam drinki poszliśmy w stronę parku. Chłopak miał na imię Nicolas i był homoseksualny. Może nawet to dobrze, ponieważ wtedy przynajmniej mnie nie podrywał czy coś. Ja musiałam iść przez park, a chłopak poszedł obok, ponieważ tam miał już krócej do domu. Pocałował mnie w policzek, a ja jego i pożegnaliśmy się. Wyjęłam telefon z tylnej kieszeni i weszłam na różne media społecznościowe. Musze przyznać, że nie lubiłam chodzić przez park w nocy. Nigdy nie wiadomo co może się tam czaić. Oderwałam wzrok od komórki i się rozejrzałam. Nic nie widziałam, ponieważ było bardzo ciemno i świeciły jedynie lamy.
- Teraz już przynajmniej wiem jak czują się te postacie z horrorów. - powiedziałam do siebie i przyśpieszyłam kroku. Wiem, że to co jest w horrorach nie jest zawsze prawdziwe, choć niektóre są grane na faktach, ale jak film leci w telewizorze to całkiem inaczej to wygląda. Ludzie zawsze uciekają, ponieważ grasuje jakiś morderca i tym podobne. Teraz właśnie tak to wyglądało. Gdyby teraz ktoś wyskoczył to bym chyba zawału dostała. Przeszłam już połowę parku i nagle ujrzałam na ławce siedzącego mężczyznę. Pewnie się napił i teraz będzie siedzieć do rana, aż wytrzeźwieje. Szczerze mówiąc trochę się przeraziłam. Jeszcze świeciła ta lampa nad nim. Postanowiłam szybko koło niego przejść, a gdyby mnie atakował to bym uciekała. Zbliżałam się już coraz bliżej, jednak skądś kojarzyłam ten ubiór. Stanęłam i przyjrzałam się bliżej. To był ten chłopak, który nagle wtedy wyszedł. Podeszłam do niego bliżej.
- A ty co tak w nocy sierdzisz? Jest po trzeciej. - stanęłam na przeciwko.
- Lubię sobie posiedzieć w parku i słuchać świerszczy. - spojrzał na mnie i się uśmiechnął. Spojrzałam na chwilę na niebo i zobaczyłam jasny błysk, a po chwili grzmot. Najwidoczniej zbliżała się burza. Nie przepadałam za nią. Zawsze przerażały mnie te grzmoty, ale muszę przyznać, że błyskawice są piękne, jednak także bardzo niebezpieczne. Nagle na mój czubek nosa spadła kropla deszczu, a po chwili także w inne miejsca i niedługo potem zaczął padać deszcz i coraz mocniej grzmiało.
- No świetnie. - skrzywiłam się. - A jeszcze trochę mam do domu. - spojrzałam na chłopaka

Daniel?

Od Daniela c.d Angeliki

Od razu po powrocie do domu, zająłem się pisklęciem. Do końca nie wiedziałem co mu potrzeba, kiedyś oglądałem film, jak mały chłopiec znalazł właśnie pisklę, ale niewiele z niego pamiętam. Dzięki informacją w internecie, przygotowałem mu miłe gniazdko w pustym kartonie po butach. Obserwowałem go chwilę, jednak wiedziałem, że nie mogę sobie pozwolić na podziwianie go godzinami, ponieważ mam jeszcze parę rzeczy do zrobienia a wieczór zbliża się nieubłaganie szybko. Ale w sumie to się ciesze, uwielbiam swoje treningi. Tak więc spakowałem torbę i poszedłem na siłownię. Wróciłem z niej po trzech godzinach. Przekąsiłem coś lekkiego i usiadłem na kanapę, włączając telewizor. Najwyższy czas na odrobinę przerwy.
Trening miałem o 19, więc wyszedłem z domu już godzinę wcześniej, jako że musiałem się przebrać, dolać paliwo etc. Przed tym jednak wypuściłem jeszcze psy na ogródek i zerknąłem do pisklaka.
Trening minął trochę inaczej niż zwykle, ponieważ nie było na nim trenera. Miałem się z nim spotkać godzinę po treningu w pubie, podobno musiał o czymś ze mną porozmawiać a to nie sprawa na telefon. Aż się boję. Ale jako że miałem jeszcze godzinę, wróciłem do domu, wpuściłem psy do środka i poszedłem pod prysznic. Później nakarmiłem malucha i pojechałem do wyznaczonego pubu. Usiadłem do wolnego stolika, musiałem na niego jeszcze czekać, dlatego też zacząłem przeglądać kartę. Nagle podeszła do mnie kelnerka, odłożyłem wiec menu na stolik. Okazało się, że to ta sama dziewczyna z parku.
- Podać coś? - spytała.
- Na razie nie, dziękuję, czekam na kogoś. - uniosłem lekko lewy kącik ust.
Dziewczyna skinęła głową i odeszła. Niedługo po tym przyszedł Will, trener i usiadł naprzeciw mnie. Minę miał poważną.
- Zamówiłeś coś? - spytał odkładając marynarkę na bok. Pokręciłem jedynie przecząco głową. Ponownie podeszła do stolika tamta dziewczyna.
- Podać coś? -spytała ponownie, będąc gotowa do zapisywania zamówienia.
- Tak, ja poproszę... piwo i frytki w tej jakiejś waszej panierce. Wyśmienite. - uśmiechnął się. - A ty młody chcesz coś? - skierował wzorok na mnie.
- Nie, dzięki. - westchnąłem i skrzyżowałem ręce na piersi.
Kelnerka odeszła.
- O czym chciałeś pogadać?
- Właśnie... Daniel... - westchnął ciężko. - Chyba będzie musiał znaleźć  nowego trenera. - powiedział bawiąc się chusteczką.
- Żartujesz? - spytałem zaskoczony. - Za trzy tygodnie są zawody...
- Dramatyzujesz - wywrócił oczami - Po prostu dostałem... lepszą ofertę. - wzruszył ramionami.
No nie... nie wierzyłem w to co słyszę. Co za dupek...
- Twój sponsor na pewno znajdzie nowego trenera. - stwierdził.
W tym samym momencie przyszła kelnerka z zamówieniem Willa.
- Niezły z ciebie dupek. - mruknąłem. - Fajnie przekonać się o tym kurwa drugi raz. Ach ta moja naiwność. - mruknąłem i chwyciłem w rękę bluzę, po czym minąłem kelnerkę rzucając krótkie "Dobranoc" i wyszedłem wkurzony.
- Daniel no... -odwrócił się jeszcze za mną ale wyszedłem z lokalu nie słuchając go. - Ach ta młodzież.... - powiedział do dziewczyny i zapłacił jej dając przy tym napiwek.
Ja poszedłem do parku, usiadłem na ławce i wsłuchałem się w swierszcze. Naprawdę uspokajał mnie ich dźwięk. Siedziałem tak bardzo długo.

Angelika?

Od Angeliki CD Daniela

Dziś naprawdę było strasznie gorąco. Przebudziłam się koło siódmej trzydzieści. Jak na mnie było to dość wcześnie. Dziś akurat miałam nocną zmianę w pubie, więc w pracy musiałam być o dziewiątej wieczorem. Lubię tą pracę. Sporo mi płacą, szefowa tak jak i inni pracownicy są dla mnie bardzo mili. Jednak najbardziej czego nie lubię to tych wszystkich nachlanych i napalonych gości, którzy za każdym razem próbują podrywać kelnerki i traktują nas jak przedmioty. To jest strasznie męczące. Na szczęście jest jedna zasada. Jest ona taka, że klient nie może dotknąć kelnerki. Oczywiście bez jej zgody, jednak rzadko się zdarza, aby jakakolwiek dziewczyna pozwalała na takie traktowanie. Wszystkie pracownice są porządne, choć zdarzały się te mniej porządne, ale szefowa od razu je zwalniała. Jeśli jednak zdarzyła by się sytuacja, gdyby klient zrobiłby coś niestosownego to wystarczyło wezwać ochroniarza, który był bardzo miły, a takich typów od razu się pozbywał. Poszłam do łazienki i zrobiłam lekki makijaż po czym poszłam się ubrać.
Nie byłam głodna, wiec nic nie zjadałam. Dałam tylko jeść dla Buena i Demona, lecz pies nie za bardzo był zainteresowany jedzeniem i pobiegł ze mną do pokoju. Wyjęłam z szafy zwykły biały t-shirt z napisem i poszarpane spodenki. Wzięłam, także dodatki w postaci dwóch bransoletek na prawej ręce i powiesiłam okulary na bluzce. Pies od razu wiedział gdzie idziemy i szybko podbiegł do drzwi mieszkania. Złapałam za smycz i wyszłam z nim zamykając je na klucz. Dobrym miejscem na zabrnie psa, aby się wybiegał będzie park. Jest tam wiele osób z psami, ale także bez. Najważniejsze co było to woreczki na odchody psa. Miejscowi policjanci tego pilnowali. Kiedy kogoś piesek się załatwił od razu musiało być to posprzątane. Taka była zasada, jeśli chciało się przebywać ze swoim pupilem w parku. Stojąc sobie spokojnie, nagle podbiegł do mnie mały szczeniak owczarka niemieckiego. Był taki słodki, że musiałam go pogłaskać. Kucnęłam i dałam powąchać rękę dla szczeniaka, a ten od razu zaczął skakać ze szczęścia i się mnie nie bał. Znów stanęłam, a piesek zaczął obwąchiwać Buena. Pies nie był za bardzo z tego powodu zadowolony i wystawił zęby. Ogólnie nie przepadał jakoś bardzo za szczeniakami, jednak gdyby taki się w domu u mnie zjawił to pewnie z czasem by się przyzwyczaił. Odsunęłam Buena od szczeniaka. Nagle podbiegł do mnie chłopak.
- Wybacz za niego. - złapał za obrożę szczeniaka i przyciągnął go do siebie
- Spoko, ale radzę go bardziej pilnować. - spojrzałam na niego
- Dobrze będę. Ładny pies. - popatrzył na Buena i chał go pogłaskać, jednak pies od razu zaczął groźnie warczeć
- Lepiej go nie głaszcz. A teraz muszę iść. - odeszłam z psem bez pożegnania i powędrowałam do domu. Było tak gorąco, że już nie chciałam dalej chodzić. Bueno, chyba też, ponieważ miał dość grubą sierść i na pewno było mu gorąco. Weszłam do domu i od razu poczułam przyjemne i zimne powietrze. Usiadłam na łóżku i włączyłam TV miałam czas do dwudziestej pierwszej, więc zrobiłam sobie maraton filmów.
***
Kiedy się obejrzałam już było w pół do dziewiątej. Od razu dałam jeść zwierzakom i wyszłam z domu. Na miejscu byłam dość szybko. Weszłam do środka i przywitałam się ze wszystkimi. Było już dość sporo osób. Na pewno dziś szefowa sobie zarobi. Poszłam za ladę i wzięłam tacę, a także notatnik, w którym zapisywałam co klienci sobie życzą. Podeszłam do jednego ze stolika, w którym siedział jakiś chłopak. Kiedy wychylił się spoza karty zorientowałam się, że to ten chłopak, którego spotkałam w parku.

Daniel?

Od Daniela

Dzień z samego rana był niezwykle pogodny i słoneczny. Już o siódmej rano, było bardzo ciepło. Pierwsze co zrobiłem po wyjściu z łóżka, poszedłem pod zimny prysznic. Dziś nie musiałem iść na komendę, wieczorem miałem jedynie trening na torze. Wyszczotkowałem zęby, ubrałem się i ułożyłem włosy.
Wyszedłem z łazienki, idąc prosto do kuchni. Wymieniłem wodę psom, nasypałem im karmy a później sam coś zjadłem. Musli z jogurtem truskawkowym. Kiedy zjadłem, wypłukałem miskę, włożyłem ją do zmywarki a łyżeczkę umyłem.
- To co, idziemy na spacer? - skierowałem te słowa do psów.
Kovu zaczął radośnie szczekać i biegać od drzwi, do kuchni. Uśmiechnąłem się. Założyłem im szelki, przypiąłem smycze. Zabrałem jeszcze telefon, klucze od domu i wyszliśmy. Zamknąłem mieszkanie, schowałem wszystko co miałem do kieszeni i wyszliśmy na zewnątrz. Poszliśmy do parku, tam spuściłem ich ze smyczy. Miały na nosie kagańce, nie dlatego, że są agresywne... nie są, zupełnie. Służą one jedynie temu, aby nie zjadały żadnych śmieci. Jest teraz dużo bydlaków, którzy rozrzucają trutki, gwoździe w kiełbasach itp. Cały czas z nimi walczymy, jednak trudno jest ich namierzyć. Nie wiadomo ile jest takich osób, czy to nie jest jedna i ta sama. Jedno jest pewne, trzeba będzie to w końcu wytępić. Zginęło już stanowczo za dużo zwierzaków, przez takie coś. A kagańce były na tyle duże, że swobodnie mogli w nich otworzyć pyski, żeby ziać. Szedłem z boku, chodnikiem a moi towarzysze węszyli w trawie, jednak nie oddalali się za bardzo. Wiedzieli, że nie mogą i że muszą się trzymać blisko mnie, żeby się nie zgubić. Co prawda każdy miał adresówkę przy obroży oraz chipa, ale wolałem jednak tego uniknąć.
Nagle, pod jednym z drzew zauważyłem leżącego na ziemi pisklaka. Powoli do niego podszedłem i przykucnąłem obok, ostrożnie wziąłem go na ręce.
- Co tam malutki? - rozejrzałem się.
Niewysoko, na gałęzi było gniazdo. Było ono już nieco zniszczone, najprawdopodobniej matka zostawiła tego malucha, może widziała że był za słaby? Nie wiem jak to jest u ptaków. Wiedziałem jednak, że muszę zabrać go do domu. A przynajmniej do czasu, kiedy się usamodzielni. Inaczej coś go zje... zawołałem psy i ruszyliśmy w stronę domu. Kiedy szliśmy przez park, Kovu podszedł do jakiejś dziewczyny, która szła z huskym. Szczeniak wesoło merdał ogonem, obwąchując się z jej psem.
- Wybacz za niego. - powiedziałem, kiedy byłem koło niej, ponieważ mogła sobie nie życzyć, żeby inne psy podchodziły do jej psa. Jedną wolną ręką, bo w drugiej trzymałem pisklę, złapałem go za obrożę i lekko odciągnąłem.

Angelika?

Alexander von Drachenberg

Godność: Alexander von Drachenberg. Często nazywany Drachen bądź Lucio, którego nienawidzi z całego serca.
Wiek: 29 lat
Urodziny: 2 sierpnia
Pochodzenie: Reykjavik, Islandia
Praca: Malarz, jeżeli można nazwać to pracą. Aspirujący projektant mody i okazyjnie fotomodel.
Płeć: Mężczyzna
Orientacja: Biseksualny, aromantyczny
Głos: Nick Murphy
Motto: Born to lose. Dying to win.
Aparycja: Nie należy do wysokich i chociaż inni chyba na to, aż tak nie zwracają uwagi, to chciałby mieć więcej niż 170 cm. Raczej szczupły, ale powoli mała fałdka na brzuchu daje o sobie znać. Nie ćwiczy, sprawność fizyczna nie jest jego zaletą. Poza wzrostem doskwierają mu krzywe nogi, które skutecznie zasłania długimi, aż do kostek płaszczami. Z resztą to chyba jego ulubiona część garderoby.
Ciepłe blond kosmyki opadają mu na czoła tworząc jakby grzywkę. Błękitne oczy z opadającą powieką, pełne, malinowe usta, bez wyraźnie zaznaczonego łuku kupidyna, dobrze przylegające uszy i czarujące dołeczki w pełnych polikach sprawiają wrażenie uroczego chłopca. Wszystkiemu zaprzecza dobrze wyeksponowane jabłko Adama, niesforne brwi i wąski, choć długi nos.
Nie łudź się, że spotkasz go kiedykolwiek w sportowych ubraniach. Alexander to zdecydowany elegancik z nutą dziecięcej fantazji. Czarne, skórzane niskie sztyblety z noskiem do szpica i kwadratowym, na oko 5 centymetrowym obcasem, cygaretki bądź chinosy w brązową kratę, do tego musztardowe swetry, grafitowe golfy, dopasowane kwieciste marynarki, długie płaszcze, kapelusze(szczególnie kanotiery), różowe krawaty i muchy. Następnego dnia trampki z niedopasowanymi sznurówkami, czasem nawet dwa różne, niesfornie rozpięte ogrodniczki jeansowe z jednolitym t-shirtem w kolorze ostrej czerwieni, a w pasie przewiązana chyba jego jedyna czarna bluza z logiem Pornhuba. Całość zakończona czapką z daszkiem.
Charakter: Mówią, że człowieka kształtuje społeczeństwo, środowisko w jakim się obraca i sytuacje przez jakie musiał przejść. Geny to jedynie nasiono okazałego dębu. Możliwe, że gdyby nie to co spotkało chłopaka za młodu, nadal byłby tym wrażliwym, kochającym stworzeniem, naiwnym do granic możliwości. Ale realia są inne. Każdy kiedyś musi stać się dorosły. Prędzej czy później Twoje serce obrośnie warstwą ochronną i zakup lizaka nie będzie koniecznością. Jednak pewne osoby kamienieją całkowicie. Uczucia stają się czymś niższym, słabym. Próbują, bądź nie w oczach innych są jak roboty. Liczy się tylko zdrowy rozsądek. Prawdopodobnie poza gniewem i znudzeniem nie zobaczysz u Alexandra innych emocji. Albowiem z równowagi łatwo go wyprowadzić. Uwielbia rządzić, dlatego z trudem przychodzi mu wykonywanie rozkazów. Z reguły woli pracować na własną rękę. Duże grupy nie dość, że go przytłaczają, to na dodatek jeszcze ogromnie irytują. Nie znosi błazenady, braku profesjonalizmu i perfekcyjności. Przyjaźnie przychodzą chłopakowi z ogromnym trudem.
Po pierwsze, ma słabe poczucie humoru. Przynajmniej tak mówią. Śmieszą go tylko dobre docinki, cierpienie i porażki innych. Sytuacje gdzie wszyscy bawią się w najlepsze, a on czeka z kamienną twarzą na dalszą rozmowę to codzienność, przez co wydaję się jeszcze bardziej oschły, niż jest w rzeczywistości. Po drugie, wielu odpycha zachowanie i sposób bycia. Samolubny, przepełniona egoizmem, ale do bólu szczery. Cały czas słyszy się, że nie ma nic lepszego niż prawdomówność, ale kiedy ktoś zaczyna bez skruchy wymieniać swoje wady i jeszcze się nimi chełpi to nie mieści się w granicach ich wygody. Po trzecie i pewnie nieostatnie, jest wybredny do granic możliwości. Zanim zechcesz umówić się na kolejne spotkanie zdąży Cię skreślić dwa razy z listy potencjalnych przyjaciół. O zaufaniu już nawet nie mówmy. Mimo, że na pierwszy rzut oka wydaje się w miarę otwarty, nie skąpi szczegółów o sobie, o swoim życiu to prawdą jest, że dopuszcza do siebie niewielu. Dokładniej, od śmierci jego ojca właściwie nikogo.
Ma on w ogóle jakieś dobre strony? To bardzo zależy jak to postrzegasz. Drachen osobiście kocha swoją asertywność i odwagę. Mówi to co myśli. Wyjątek stanowią sytuacje, w których gra na swoją korzyść. Kłamca idealny? Przecież to totalne przeciwieństwo szczerości, ale nie oszukujmy się. Każdy jest pełen sprzeczności, a on za wszelką cenę chce uchodzić za oziębłego, którego nie sposób zniszczyć geniusza i filozofa. Problem w tym, że rola, którą odgrywa wymaga od niego całodobowego poświęcenia, a film kiedyś musi się skończyć. Prawda? Chwile słabości woli przeżywać w samotności. Jakby chwilę dłużej pomyśleć, większość czasu spędza w samotności. Cały tydzień przesiaduję w domu ucząc się, tworząc i rozmyślając. Wspomniane wcześniej sprzeczności, także i tutaj się ujawniają. Ponieważ Alexandrowi zdarzają się dzikie imprezy, noce bez pamięci i przelotne przyjaźnie. Istotne jest, że do zabawy nikt go nie namówi. To musi być po prostu jego kaprys.
Partner: Nie szuka. Interesują go jedynie układy friends with benefits.
Rodzina: Matka - Svava Jóhannsdóttir(Edith von Drachenberg) - nikt specjalnie interesujący dla Alexandra. Są totalnym przeciwieństwem i od dziecka pałał do niej ogromną nienawiścią. Prawdopodobnie wciąż mieszka na Islandii. Nie utrzymują kontaktów od 5 lat. 
Ojciec - Ivan Ramirez(Ricardo von Drachenberg) - jedyna osoba, której Lucio naprawdę ufał. Z nikim go tak w życiu nie łączyło jak z tatą. Niestety przez błędy syna jego życie zostało znacznie skrócone. Nie żyje od 6 lat. 
Zainteresowania: Kocha sztukę w każdym jej wydaniu. Mimo, że teraz jest tylko malarzem wcześniej zajmował się muzyką przez około 9 lat. Literatura też nie była mu obca i nadal zdarza mu się coś pisać. Najbardziej lubuje poezje i kryminały detektywistyczne, ale nie potrafi tworzyć w tym kontekście. Moda jest czymś dla niego ogromnie ważnym. Marzy by pewnego dnia zaistnieć w świecie high fashion, ale póki co jego projekty nosi jedynie on sam.
Oprócz tego zawsze pragnął o balecie, ale wszyscy w koło wyraźnie dali mu znać, że jest już za późno.
Inne: 1, 2, 3, 4
✖ Ma spore problemy z używkami. Szczególnie jedną, kochaną przez legendy rock'n'rolla, kokainą.
✖ Ciężka przeszłość zmusiła go do opuszczenia ukochanej Islandii. Nigdy się tego nie wstydził, ale ukrywa prawdę dla swojego bezpieczeństwa. Nie może o tym zapomnieć i choć nie chce się przyznać sam przed sobą to bardzo żałuje. Nie dzieli się nawet nazwiskami rodziców. Gdyby wsłuchać się w jego opowieści widać, że z życia wyciął dobrych 6 lat.
Niestety na wymarzonego Mercedesa 190SL z '62 go nie stać. 
Zwierzę: Zorza 
Kontakt: Pasztecik

Alison Rasac

Znalezione obrazy dla zapytania ashley benson gif tumblr
Godność: Alison Rasac, dla znajomych Ali
Wiek: 19 lat
Urodziny: 18 kwietnia
Pochodzenie: Argentyna, Buenos Aires
Praca: Jest wokalistką, wolne chwile spędza w schronisku, jest wolontariuszką
Płeć: Kobieta
Orientacja: Heteroseksualna
Głos: Chrissy Costanza
Motto: Krótki cytat, którym nasza postać kieruje się w życiu.
Aparycja:  Powoli suniesz po niej wzrokiem, chcąc zbadać każdy centymetr jej ciała. Niewysokie (1,70 m), acz zgrabne, filigranowe dziewczę o szczupłej sylwetce, długich nogach, pełnych piersiach. Jej gęste włosy w kolorze ciemnego blondu, delikatnie opadają na plecy i ramiona, przy okazji zasłaniając okrągłą twarzyczkę. Teraz to na niej skupiasz swój wzrok. Alabastrowa cera, rumiane policzki, mały, lekko zadarty do góry nosek, czerwono-blade usta, wykrzywione w zadziornym uśmiechu oraz te długie, czarne rzęsy, które okalają jej niebieskie oczęta, pełne wesołych iskierek z pewną dozą zmysłowości. Jest piękna, prawda? Tak słodka w tej swojej niewinności, że najchętniej wziąłbyś ją tu i teraz.
Charakter: Stworzenie zaiste czarujące i pełne zadziwiającego uroku osobistego. Zwraca na siebie uwagę i zainteresowanie większości przechodniów. Nie może usiedzieć w miejscu, wszędzie jest, wszystko wie. Uparcie dąży do wyznaczonych sobie celów, stwarzając sobie możliwości do osiągnięcia ich, w każdy możliwy sposób. Nie zawsze uczciwy i zgodny z wartościami, które od dziecka chcą wpoić jej bracia. Nauczyli ją dobrych manier, a życie wciąż uczy jak przetrwać. Posiada specyficzny styl bycia. Kiedy czymś ją zdenerwujesz bez kija nie podchodź. Z kijem też nie. Jest lojalna i odważna, zgodnie z ideałami. Potrafi dotrzymać danego komuś słowa, honor stawia ponad wszystko. Większość uważa, że zna ją na wylot. Nic bardziej mylnego. Ali nie lubi dzielić się swoimi problemami z innymi, zazwyczaj stara się w inteligentny sposób rozwiązać sama wszelkie niedogodności. Nikomu się nie zwierza, bo mimo wielu znajomych, potocznie nazywanych przyjaciółmi, czuje się samotna. Prawdę mówiąc, woli porozmawiać sama ze sobą. Wszystkie samotne myśli spisuje w swoim obszernym pamiętniku prowadzonym od początku. W całym zamku ma wiele kryjówek, o których nikt nie wie. Zna wiele sekretnych przejść, schowków. Zawsze uśmiechnięta, chodź jej usta często wyrażają co innego. Serdeczność, nonszalancję, kpinę.. Zdarza jej się popaść w melancholię, niezidentyfikowane poczucie nostalgii. To ciche, zamknięte w sobie dziewczę, które nawet nie stara się tego zmienić. Dobrze jej tak, jak jest teraz. Trzyma się z boku, raczej nie szuka na siłę przyjaciół. Nie, nie jest nieśmiała. Tego nie można o niej powiedzieć. Po prostu nie lubi się narzucać, a sama myśl, że mogłaby komuś przeszkadzać wydaje się jej krępująca. Jest osobą szalenie niezależna. Kiedy tylko czuje, że ktoś bądź coś ją ogranicza, ma wrażenie, że się dusi i brakuje jej powietrza. Nie oznacza to jednak, że nie wyraża żadnego poszanowania regulaminów, choć nagina zasady tak, jak tylko to możliwe. Szybko przebiega po gamie emocji; w przeciągu paru sekund potrafi popaść z euforii w rozpacz i na odwrót. Uczuciowa, wrażliwa istotka, choć stara się ukryć jak bardzo ranią ją choćby najmniejsze słowa krytyki. Jest wierną i lojalną przyjaciółką, która dla przyjaciół jest w stanie poświęcić naprawdę dużo. Jest mistrzynią w wymyślaniu wiarygodnych wymówek, jeśli chodzi o natychmiastowe przerwanie rozmowy. Jest realistką, bez żadnych skłonności w stronę optymizmu czy pesymizmu. Typ duszy cierpiącej w ciszy. Nie wyżali się nikomu, będzie dusić swoje uczucia w sobie, aż jej przejdzie. Piekielnie inteligentna, aczkolwiek często udaje głupiutką dziewczynę, aby być krok przed swoją ofiarą. Dziewczę o wielkim sercu, pełne ciepła, miłości i życzliwości. To ona wyciągnie pomocną dłoń jako pierwsza, pocieszy, przytuli, a jej ramię będzie służyć jako chusteczka do nosa, nawet nawrzeszczy jeżeli będzie taka potrzeba. Alison tak naprawdę to cała gama sprzeczności i absurdalnych połączeń zupełnie różnych cech. W jej przypadku odcienie szarości nie istnieją. Tutaj jest tylko czerń i biel – albo ją kochasz, albo nienawidzisz.
Partner: Przez jej krótkie życie nie przewinęło się zbyt wielu chłopaków. Nie rzuca miłością na prawo i lewo. Kiedyś kogoś kochała, jednak ten ktoś ją bardzo zranił i teraz ciężko zdobyć jej zaufanie.
Rodzina: Matka dziewczyny zginęła gdy była mała, niewiele o niej wie, a nikt nie chce odpowiadać jej na pytania z nią związane. Jest oczkiem w głowie swojego ojca, robi wszystko, aby tylko jego małej córeczce nie stało się nic złego. Nie rozumie, że Ali jest już dorosła i nie może jej aż tak układać życia. Ma jeszcze brata, starszego o dwa lata, mają bardzo dobry kontakt.
Zainteresowania: Uwielbia czytać i uczyć się nowych rzeczy, jest bardzo ambitna. Lubi fotografować i szkicować, a także tańczyć i śpiewać. Długie spacery są nierozłączną częścią jej dnia. Kocha jazdę konną, interesuje się końmi i dużo wie na ich temat, podobnie jest z psami. Lubi oglądać mecze piłki nożnej, kiedy była młodsza często chodziła z bratem na boisko pograć dzięki czemu teraz potrafi trafić w piłkę. Zawsze interesowały ją stare księgi.
Inne: 1, 2, 3, 4, 5
- Ma dużą wiedzę na temat koni i psów.
- Niemal zginęła z rąk byłego, psychicznego chłopaka.
- Ma przez to niewielką bliznę, która nie pozwala jej o tym zapomnieć.
- Często budzi się w nocy z płaczem.
- Stara się być odważna i twarda, ponieważ nie lubi się nad sobą użalać.
- Jest wielką psiarą, najchętniej przygarnęłaby wszystkie psy ze schroniska
Pojazd: Audi A6
Zwierzę: Dexter

Kontakt: Dethrow

Angelika Kelly

Godność: Angelika Kelly
Wiek: 21 lat
Urodziny: 1 stycznia
Pochodzenie: Stany Zjednoczone, a dokładniej Nowy Jork
Praca: Kelnerka w pubie
Płeć: Kobieta
Orientacja: Heteroseksualna
Głos: Iggy Azalea
Motto: Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości.
Aparycja: Szczupła mierząca sto siedemdziesiąt sześć centymetrów wzrostu blondynka. jej oczy nie są ani za duże, ani za małe. Takie w sam raz. Jeżeli chodziłoby o ich kolor to jest nim brązowy. Jej garderoba jest w ubraniach o koloru jasnym. Jej ciało pokrywa sześć tatuaży. Na palcach u obu rąk, dwa na zewnętrznej strony ręki, i jeden z boku ręki i jest on napisem.
Charakter: Angelika jest bardzo inteligentną i rozsądną dziewczyną. Wiele osób mówiło jej, że jest pesymistką, lecz ona i tak wie swoje i wie, że tak nie jest. Nie dostrzega tylko ujemnych stron życia, negatywnej oceny rzeczywistości oraz przyszłości. Przyznaje, że czasem mówi źle i w ogóle, ale zazwyczaj stara się dawać te pozytywne cechy życia i udaje jej się to. Nie wie w ogóle dlaczego inni tak twierdzą. Nie bardzo przejmuje się zdaniem innych, jednak tylko obcych. Jeśli na kimś jej zależy i ten ktoś ją zrani to rana z tego pozostanie na jej sercu przez całe życie i nigdy tego nie zapomni. Dla nowo poznanych jest trochę obojętna i nie za miła, jednak nie protestuje, aby kogoś nowego poznać, wręcz przeciwnie. Szczególnie co to nie ufa nowym. Nie wie czy ten ktoś po prostu udaje, że się z nią przyjaźni i chce ją tylko zranić. Uczulona na głupie gadanie, a także na kłamstwa. Oczywiście sama skłamała, jednak szybko się do tego przyznała. Jedyną jej wadą jest upartość i sama się wstydzi, że taka jest, jednak nic na to nie poradzi. Jeśli coś sobie zaplanuje to chce to w pełni zrobić. Można też powiedzieć, że jest trochę zakręcona. Ale czy ta dziewczyna ma tylko same negatywne cechy? Bo na to tak wygląda. Jednak kiedy pozna się ją trochę lepiej to okazuje się bardzo dobra i przyjazna. Można jej zdradzić sekret, a wiedz, że ona go nigdy nie zdradzi. Czasem lubi komuś zrobić coś na złość, ponieważ uwielbia się śmiać. Aby ją zdenerwować potrzeba dużo czasu, ponieważ ma nerwy ze stali, choć czasami kiedy jest zła wszystko może ją zdenerwować. W swoim życiu zakochała się tylko raz, jednak po miesiącu chłopak z nią zerwał. Załamała się po tym i nie mogła zapomnieć.
Partner: Jak na razie szuka.
Rodzina: 
Elizabeth Kelly - Dawna modelka. Także chciała, aby Angelika nią była, jednak ta się nie zgodziła. Teraz nie pracuje i jest całymi dniami w domu.
Charlie Kelly - Biznesmen i bardzo wpływowy człowiek. Jest on szefem dużej korporacji znajdującej się w Nowym Jorku. Oboje jej rodziców są bogaci.
Zainteresowania: Bardzo często przesiaduje w studiu tatuażu. Ma tam swoich przyjaciół. Na początku chciała tam podjąć pracę, jednak zdecydowała, że to nie jest zajęcie dla niej i pracuje aktualnie w pubie i bardzo podoba jej się ta praca.
Inne: 1, 2, 3, 4, 5
~ Nie przepada za jesienią,
~ Kocha zimę i lato,
~ Bardzo dobrze umie język hiszpański i czasem się nim posługuje
~ Ma prawo jazdy, jednak rzadko jeździ swoim samochodem 
Pojazd: Posiada BMW M5, jednak rzadko nim jeździ i raczej się nie chwali, że go ma.
Zwierzę: Bueno [hiszp. dobry] - Dwuletni pies rasy Husky. Dziewczyna dostała go od swojego kuzyna.
Demon - Także go dostała, jednak tym razem pół roku temu na urodziny od rodziców.
Kontakt: ♥Ognista♥

piątek, 21 lipca 2017

Daniel Andrews

Godność: Daniel Andrews
Wiek: 20 lat
Urodziny: 15 grudnia
Pochodzenie: Hiszpania, Barcelona
Praca: Jeździ zawodowo na crossach. Jako że trudno byłoby z tego się utrzymać, pracuje w policji.
Płeć: Mężczyzna
Orientacja: Heteroseksualna - wybaczcie panowie...
Głos: Måns Zelmerlöw
Motto: Nie myśl tylko o pieniądzach, bo gdy zachłyśniesz się nimi, możesz stracić najbliższych...
Aparycja: Z wyglądu marzenie każdej dziewczyny. Bo powiedz, która by nie chciała ciemnowłosego, przystojnego chłopaka o czekoladowych oczach i pokaźnych mięśniach? Daniel należy do osób wysokich. Ma bowiem dobre sto osiemdziesiąt pięć centymetrów wzrostu. Sporo podrósł. Wargi kryjące zawadiacki uśmiech, skrywający jakąś tajemnicę. Do tego dochodzi fakt, iż jego cała budowa ciała jest szczupła, jednak niezwykle umięśniona, a cały Daniel zdaje się być twardy, niczym twór zwany skałą. Dumny posiadacz gęstych, ciemnokasztanowych włosów, które zawsze są zaczesane pionowo. Brązowe, niemalże czarne jak smoła tęczówki są chyba najbardziej nietuzinkową partią ciała Daniela, która może zaintrygować. Przypominają czekoladę. A gdy targają chłopakiem silniejsze emocje – czarne jak mrok i bezgwiezdna noc. Oczyska te są okalane przez firanę czarnych, długich rzęs, którymi wzbudza zazdrość jak i zauroczenie wielu dziewczyn. Pełne, bladoróżowe wargi, delikatnie zadarty nos, czy też subtelnie wysunięty podbródek. Do tego blada, alabastrowa cera, dzięki której widać wyraźnie zaczerwienione oczy. Z resztą, jak przyszło na rodowitego potomka Andrews'ów.
Charakter: Ma bardzo silny charakter. Może dlatego, że wiele przeszedł, a może po prostu taki się urodził. Ale ciężko go zranić i słownie, i fizycznie, gdyż jest dosyć odporny na ból. Daniel jest zmienny. Potrafi być przyjazny i uroczy, a za chwilę wredny i cyniczny. Gdy ktoś mu, lub komuś bliskiemu porządnie się narazi, nie spocznie dopóki się nie zemści. W codziennym życiu jest raczej leniwy, jednak jeśli na czymś mu bardzo zależy potrafi pracować aż do utraty tchu. Jest także wybuchowy, dokładnie tak samo jak jego ojciec. Kiedy zaczynają się kłócić, lepiej jak najszybciej usunąć im się z drogi. Zdarza mu się manipulować ludźmi dla własnych potrzeb. Oczywiście broni się stwierdzeniem, że robi to nieświadomie, ale wiadomo, że chętnie korzysta ze swojego uroku i osiąga swój cel. Jest to jeden z wielu powodów, dla których ciągle spiera się z ojcem. Na każdym kroku, stara się sprzeciwić ojcu, który lubi rozkazywać, i robić po swojemu. Jest to jedna z jego ulubionych rozrywek. Jednak w stosunku do swoich znajomych jest dosyć przyjazny. Chętnie im pomaga gdy go potrzebują. Kiedy ktoś zrani bliską mu osobę, musi się liczyć, że będzie miał go w postaci wroga. Potrafi też łatwo odnaleźć się w różnych środowiskach. Może dlatego, że ma on szeroki zakres zainteresowań i z każdym znajdzie chociaż by jeden wspólny temat do rozmów. Kiedyś nie potrafił się związać z nikim na stałe. Lubił się bawić i czerpać przyjemność z jednorazowych wyskoków. Takiego pokazywał się kiedyś. Tak naprawdę chłopak boi się zranienia i odrzucenia, dlatego ochrania się, jak to sam nazywa, ,,kamienną otoczką na sercu”. Życie nauczyło go realizmu i niezależności. Przez lata kolejno uczył się szczerości, pewności siebie, czułości oraz sztuki tłumienia w sobie niechcianych uczuć. Dość przydatne, lecz przypłaca się za to bólem który nie odpuszcza przez tydzień czy dwa tylko narasta w miarę upływu czasu. Jest człowiekiem po przejściach, lecz swój żal i niechęć do wydarzeń z przeszłości potrafi ukryć jak nikt inny. Samotnik, zostawiający za sobą ślad po śladzie jakąś tajemnicę. Żyje dla siebie. Sam ze sobą. Pan Andrews ma to coś w sobie, że ludzie do niego lgną. Nieodzowny urok, zawadiackie spojrzenie i przewrotny uśmieszek. Zamiłowanie do żartowania. Ciężko się na niego naprawdę gniewać.  Jest typem człowieka, który nie kłamie… tylko mówi niecałą prawdę. Jak to się ładnie mówi „Są trzy prawdy: Prawda, Półprawda i Gówno Prawda. Daniel trzyma się półprawd, bo wtedy potrafi okryć się aurą tajemniczości i zwykle słuchacz staje się dociekliwy, żeby sprawdzić całą prawdę.
Partner: Szuka jedynie stałego związku, swojej księżniczki, która będzie dla niego wszystkim. Związki na jedną noc go nie interesują.
Rodzina: Ojciec chłopaka jest hodowcą koni i prowadzi salon samochodów sportowych, jego mama zmarła gdy miał 8 lat. Wychowywał się z dwójką braci i siostrą.
Zainteresowania: Ciężko byłoby wypisać wszystkie zainteresowania Daniela, jest ich dość sporo. Przedstawię tylko tą część, która bierze udział w jego życiu. Od zawsze pasjonował się rysunkiem, grafiką komputerową. Uwielbia projektować plakaty, szkicować a później chować to głęboko w szafie aby nikt nie znalazł. Nieliczne swoje działa, które nadzwyczaj mu się spodobały ma powieszone na ścianach swojej sypialni. Motoryzacja, sporty - praktycznie każdy. Dużo ćwiczy dzięki czemu ma nienaganną sylwetkę. Muzyka interesowała go od dziecka, potrafi grać na gitarze i pianinie - podobnie jak wojsko. Interesuje się czasami wojen, zna wiele ciekawych, czarnych ciekawostek na te tematy. W dodatku pasjonuje się robotyką i zwierzętami a zwłaszcza końmi. Dorastał wśród nich, jeździ od zawsze.
Inne: 12345
- Nie przyznaje się że dobrze gotuje. Czasem komuś wspomni, ale raczej się tym nie chwali. Jest w posiadaniu tajnego przepisu na tiramisu. Co nie znaczy, że nie potrafi ugotować rzeczy bardziej codziennych i tradycyjnych jak steki czy upiec szarlotkę.
- Jego ojciec hoduje konie, maja ogromną stajnię i równie dużą ilość pieniędzy, a w dodatku prowadzi salon samochodów sportowych.
- Daniel i jego rodzeństwo zawsze żyło na wysokim poziomie.
- Podczas olimpiady w skokach miał poważny wypadek, miał uraz mózgu, złamaną rękę, teraz ma traumę przed skokami.
Pojazd: Lamborghini AventadorMV Agusta f4, Cross KTM
Zwierzę: Max i Theo

Kovu

Kontakt: Dethrow
Layout by Alessa Belikov